Z pamiętnika Grzegorza Deutera

Pamiętnik Grzegorza DeuteraPo wpisie na temat mojej osoby, gdzie opisałem nieco, kim jest Grzegorz Deuter, postanowiłem kontynuować publikowanie informacji przybliżające czytelnikom, jak żyję na co dzień. Wybrałem jeden miesiąc z życia, notując co ciekawsze moje działania w formie elektronicznego pamiętnika. Zapraszam do lektury, zapoznania się z tym, jak żyję w okresie powakacyjnym, kiedy to o ciepłe, słoneczne dni już trudniej 🙂

28.09.2017 – czwartek

Kolejny czwartek, to i kolejny odcinek Ucha Prezesa dostępny na Youtube. Ale tym razem miałem okazję na dodatkowy odcinek premium, bo zaproszono mnie na spotkanie w wicepremierem Gowinem, który to ogłaszał swoje pomysły (jego klub parlamentarny wciąż na łamach mediów twierdzi, że z PiSem tego nikt nie konsultował) reformy szkolnictwa wyższego. Zwiększenie elitarności studiów przez zmniejszenie liczby studentów kojarzy mi się raczej z czasami PRLu, niż z rozwojem cywilizacyjnym XXI wieku… No dobrze, poszedłem, wysłuchałem, ale z wystąpienia się „nie cieszyłem”, nie klaskałem 😉

29.09.2017 – piątek

Wrzesień tego roku niezwykle nieprzychylną oferował nam pogodę i gdy już nikt się niczego dobrego nie spodziewał, nagle nadeszły dwa ciepłe, słoneczne dni. Wykorzystałem więc okazję, żeby powygrzewać się na słońcu wśród zieleni. Miałem nawet okazję podziwiać z bliska niezwykle barwnego motyla, który usiadł mi na ramieniu 🙂

30.09.2017 – sobota

Drugi dzień słonecznej kąpieli, a przy okazji miłe zaskoczenie podczas zakupów. Okazało się, że zwykle kończący się w połowie września sezon na arbuzy (moje ulubione owoce – więcej o owocach pisałem tu) trwa nieco dłużej i udało mi się kupić (jak się później okazało) ostatnią porcję tego słodkiego przysmaku (owszem bywają i zimą arbuzy w sklepach, ale kiepskie w smaku, sprowadzane z Ameryki Południowej – tych nie jadam).

01.10.2017 – niedziela

I stało się, mamy jesień w pełni, jakże mocno zmieniła się pogoda wraz ze zmianą miesiąca… A październik to już miesiąc nie do odpoczynku, a raczej do przemyśleń np. nad przyszłością, stąd uważany jest choćby za miesiąc oszczędzania. W tym temacie opracowałem kiedyś ciekawy przewodnik, zachęcam do lektury.

03.10.2017 – wtorek

Już od kilku miesięcy czekałem na ten dzień. W końcu wybrałem się do kina na najnowszy film Patryka Vegi „Botoks” i nie jestem zawiedziony. Wbrew wielu krytycznym opiniom w sieci uważam, że to dobre polskie kino!

05.10.2017 – czwartek

Hmm… Miałem do wyboru mecz Polskiej reprezentacji w TV lub dobrą komedię Almodovara w kinie – zadecydowała pogoda, bo na czwartek zapowiadali jakiś orkan. Faktycznie trudno było mi nawet dotrzeć do domu, wiatr wyginał mi parasol, którym próbowałem ukryć się przed deszczem. Na szczęście prądu nie zabrakło, a nasza wygrana 6:1 zrekompensowała rezygnację w drugiego w tym tygodniu wyjścia do kina.

13.10.2017 – piątek

Hmm… Niby piątek trzynastego, ale liczę, że to całościowo będzie fajny dzień. Załatwiam jakieś sprawy bieżące jak i te bardziej nieoczekiwane, acz pozytywne. Dziś premiera w telewizji otwartej (w odróżnieniu od kanałów premium, gdzie hity kinowe pojawiają się wcześniej) filmu „Pitbull. Nowe porządki”. To w nim narodziła się wyjątkowa postać, którą gra Tomasz Oświeciński: Strachu. Tak się składa, że akurat wczoraj zobaczyłem reklamę wielkiego wydarzenia. Chodzi o galę MMA, która odbędzie się 23 grudnia 2017, a zmierzyć się mają właśnie Strachu i Popek. To właśnie Popek był jednym z magnesów przyciągających widzów do obejrzenia poprzedniej gali, gdzie zwyciężył z innym „pakerem” promującym steki i siłkę do powiększania bicka 😉 Mowa o Hardkorowym Koksu (więcej o tym pisałem tu).

14.10.2017 – sobota

Dziś był dzień relaksu. Jak to u mnie dość często bywa, wybrałem się do teatru na bardzo dobre przedstawienie teatru Capitol z Warszawy. Zabawna lekka komedia „Kiedy kota nie ma” warta była niemałej ceny za bilet. Tu więcej o przedstawieniach z minionego sezonu.

17.10.2017 – wrotek

Pierwsza połowa października oferowała bardzo niekorzystną pogodę, jednak poniedziałek i wtorek uraczyły nas przyjemnym słońcem. Te dwa dni wykorzystałem więc na wygrzewanie się na słoneczku (np. we Wrocławiu odnotowano rekordową temperaturę w całej historii jej pomiarów w tej części października). Udało mi się również skończyć lekturę książki ogromnych rozmiarów na temat zdrowia i tzw. medycyny ortomolekularnej (patrz opis: „Wylecz się sam. Megadawki witamin”).

22.10.2017 – niedziela

Ten weekend kończę w dobrym nastroju. Choć częściowo spędziłem go na przyziemnych sprawach: sprzątaniu mieszkania i innych drobnych pracach (w tym pisaniu kolejnych wpisów blogowych na najbliższy czas), to niedzielny wieczór był pełen relaksu. Oprócz intensywnie obleganego premierowymi polskimi serialami głównego wieczornego pasma w TV pojawiła się i inna atrakcja na żywo.

To jubileuszowa czterdziesta gala KSW – tym razem odbywająca się w Dublinie. Nie żałuję wydanych 40 zł na wykupienie transmisji PPV, bo choć pierwsze 4 walki to przegrane Polaków na punkty (po ciężkim boju we w miarę wyrównanych, choć momentami nudnawych walkach) – to druga część gali z nawiązką pokazała świetne widowisko. Finał był mocny – w walce na pełnym dystansie 15 minut Pudzianowski dostał solidny łomot, a mimo to rzutem na taśmę walkę wygrał. Po walce nie był w stanie już nawet udzielić wywiadu, tak bardzo był zmęczony i poobijany. Już się nie mogę doczekać grudniowej gali w Krakowie, o której już wcześniej wspominałem!

28.10.2017 – sobota

Kolejny tydzień zbliża się ku końcowi. Niby nic ciekawego się w ostatnich dniach nie działo ciekawego, ale… Jako że nie utrzymuję się z blogowania, to i zarabiać trzeba. A w pracy raz na kilka lat trzeba pozałatwiać takie sprawy jak badania okresowe, szkolenie BHP i na ten okres mi to wypadło. Ale dzięki temu trochę po mieście się poruszałem, co zaowocowało znalezieniem nowo otwartego sklepu z produktami z Rosji (i innych republik byłego Związku Radzieckiego). Ciekawe doznania w trakcie zwiedzania półek z czasem dziwnie wyglądającymi produktami i napisami w dziwnym języku. Nawet sprzedawca jakby z tamtego obszaru geograficznego (sądząc po akcencie). Ciekaw jestem czy sklep się utrzyma (ceny nie należą do najniższych), ale w sumie to już sporo obywateli tamtych republik tu pracuje, słychać ich wszędzie. Do tego Polacy pewnie też jakimiś produktami będą zainteresowani, zwłaszcza tymi bliżej natury, uprawianymi tradycyjnymi metodami. Tyle o tygodniu roboczym – dziś sobota, pora zrelaksować się wieczorem – wybieram się na ciekawą komedię do teatru 🙂

Facebooktwittergoogle_plus

9 komentarzy

  1. Aleksandra Załęska 31 października 2017 Odpowiedz
  2. Gosia 1 listopada 2017 Odpowiedz
  3. Mayka.ok 2 listopada 2017 Odpowiedz
  4. ladymamma.pl 2 listopada 2017 Odpowiedz
  5. SoSimply.pl 6 listopada 2017 Odpowiedz
  6. Radek 3 grudnia 2017 Odpowiedz
    • Grzegorz Deuter 3 grudnia 2017 Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge