Metoda biorezonansu – diagnostyka i leczenie

biorezonans - diagnostyka i leczenie (Bicom Optima)W polskim internecie dostępna jest treść na mizernym poziomie (nie licząc zachwalania usług przez liczne gabinety) w temacie zasad działania i skuteczności metod biorezonansowych. Jako badacz i praktyk od dawna przyglądam się tego typu rozwiązaniom, a jest ich sporo, w tym znaczna liczba raczej nie zasługuje na miano naukowych odkryć (brak powtarzalności eksperymentów w tych samych warunkach lub nawet zupełnie i celowo wprowadzane fałszywe wyniki działania tego typu urządzeń – tu ewidentny przykład).

Jako że mam właściwe wykształcenie techniczne, nie jest dla mnie problemem zrozumienie zasad działania podstawowej reguły biorezonansu (nie ma to nic wspólnego ze szpitalnymi urządzeniami rezonansu magnetycznego, gdzie wykorzystuje się pola magnetyczne o dużym natężeniu).

Czym jest biorezonans

Biorezonans to nazwa zjawiska opartego na założeniu, że komórki ciała człowieka i innych istot żywych (a te wszak zbudowane z atomów różnych pierwiastków) mają swoje własne, charakterystyczne częstotliwości drgań. Wykorzystanie sprzężenia zwrotnego, w którym w obwód elektryczny (niskich poziomów prądu elektrycznego) za pomocą elektrod odpowiednio przytwierdzonych do ciała włączymy człowieka oraz elektroniczny układ pomiarowy, to pozwoli nam to na wykrywanie tak zwanych częstotliwości rezonansowych, których urządzenie nie wykrywa, kiedy to człowiek zniknie z tego zamkniętego obwodu elektrycznego.

Takie detektory potrafią wskazać specyficzne częstotliwości, ale od tego daleka droga do diagnostyki! Dlatego przestrzegam przed zbyt rozbudowanymi funkcjami tego typu niektórych urządzeń (najczęściej tanich produktów no name z Chin), które rzekomo potrafią diagnozować stan całego ciała, wskazując na uszkodzenia poszczególnych narządów, a nawet na jakieś dziury w aurach człowieka…

Alergie a biorezonans

W mojej ocenie dość wiarygodne są eksperymenty (sam się takim wielokrotnie poddawałem, faktycznie z dużą powtarzalnością) dotyczące reakcji człowieka na potencjalny alergen (jeśli jego próbkę faktycznie operator urządzenia posiada). Czym jest alergen i dlaczego nazywa się potencjalnym? Bo istnieje cała masa substancji występujących w naturze, które nie są uznawane za trucizny – a u niektórych osób mogą wywoływać niekorzystne reakcje po zetknięciu z nimi. Sposób zetknięcia może być kontaktowy (skóra), wziewny (z powietrza do dróg oddechowych) lub pokarmowy (z różnych etapów układu pokarmowego). Są też na wpół wziewne określane mianem energetycznych śladów. W tym przypadku nie chodzi o pyłki ale o gazową postać niosącą informację o danym produkcie – znane są bowiem reakcje alergiczne osoby uczulonej w sytuacji przebywania tej osoby w kuchni, gdzie wcześniej gotowano mleko.

I tak np. alergenem może być zwykłe jabłko, przy czym objawy mogą być różne. U jednej osoby zjedzenie jabłka spowoduje wysypkę na ciele, u innego puchnięcie warg, rozstrój układu pokarmowego, a jeszcze kto inny nie zauważy nagłych reakcji – a mimo to może występować jakaś reakcja wewnętrzna wzmacniająca istniejące już przewlekłe stany zapalne i nie zauważymy zależności między tym posiłkiem a złym stanem zdrowia.

Są też i skrajne sytuacje tak zwanego wstrząsu anafilaktycznego po nawet minimalnym kontakcie z alergenem.

Można też podzielić alergie na tak zwane prawdziwe (z reakcjami jak choćby wspomniany tu wstrząs anafilaktyczny) oraz pseudoalergie, kiedy to reakcje pojawiają się dopiero po przekroczeniu pewnego progu kontaktowego (zjedzenie większej porcji szkodzącego nam produktu).

W największym uproszczeniu (pomijając definicje i klasyfikacje medyczne) reakcja alergiczna to nieadekwatna do pojawiającego się czynnika zewnętrznego negatywna reakcja organizmu, która u większości społeczeństwa (uznanego za zdrowe) nie występuje na dany produkt/pyłek itp. Istnieją typowo medyczne testy alergiczne (testy skórne), można też wykonywać badania z krwi – wszystko to dość drogie (przy dużej liczbie testowanych alergenów), inwazyjne (np. używanie igieł).

Znacznie łatwiej, bezboleśnie i w krótszym czasie, a przede wszystkim taniej i przy uwzględnieniu dużo szerszej palety alergenów – można wykonać takie testy za pomocą mechanizmów bioelektrycznego sprzężenia zwrotnego (często mówi się o badaniach elektrodermalnych – zmienna oporność skóry przy różnych częstotliwościach) – nazywanego potocznie biorezonansem. Wynik takiego testu ma inny charakter diagnostyczny, gdyż po odczulaniu biorezonansem rezultat testu zmienia się z pozytywnego na negatywny (określający brak alergii), znikają też objawy po kontakcie alergenem – a mimo to klasyczne testy z krwi wciąż będą wskazywać, że ktoś rzekomo jest na coś uczulony. No ale co mądrzejszy lekarz powie, że nie ma co leczyć wyników, tylko pacjenta – a skoro objawy ustąpiły, to w kieszeń można sobie wsadzić te wyniki z krwi.

Należy tu zaznaczyć, że nie każde urządzenie jest wystarczająco wiarygodne diagnostycznie, a im prostsze (nie obiecujące zbyt rozbudowanych diagnoz), tym większa szansa, że dające poprawne wyniki. Osoba obsługująca urządzenie musi być odpowiednio przeszkolona (certyfikat szkolenia powinien gdzieś na ścianie w gabinecie wisieć), a samo urządzenie powinno posiadać dopuszczenie do użytkowania na ludziach (choćby zachodni certyfikat, w Polsce wciąż żyjemy najwyraźniej w XIX wieku i trudno o takie certyfikaty krajowych instytucji odpowiedzialnych za zdrowie człowieka).

Przeszkolenie jest wymagane choćby ze względu na umiejętność skalibrowania sprzętu (dostosowania do indywidualnych cech pacjenta/klienta przed rozpoczęciem pomiarów). Ponadto często wykorzystywane są nieprzypadkowe punkty styku ze skórą (często chodzi o punkty znane z akupunktury, gdzie reaktywność ciała może być wyższa, co zwiększa precyzję działania urządzenia). Wymagane jest też zachowanie właściwych warunków badania (właściwa ochrona przed polami elektromagnetycznymi zgodnie z zaleceniami producenta urządzenia, np. pacjent nie może mieć przy sobie włączonego telefonu komórkowego, ani żadnych metalowych elementów przy ciele). Więcej szczegółów w książce „Prawie wszystko o metodzie R.Volla”.

Testowanie biorezonansowe

Oto jak powinno przebiegać takie proste badanie (test alergenów): osoba trzyma w ręku elektrodę (czasem są też dodatkowe elektrody np. na stopach), operator sprzętu zamyka obwód elektryczny (płynie w nim bardzo mały prąd, którego nie odczuwamy, bo to nasz własny sygnał), przytykając drugą elektrodę (np. o końcówce podobnej do długopisu z usuniętym wkładem) np. do palca osoby badanej. W obwodzie zamkniętym jest też element (płytka metalowa), który może mieć styczność z próbkami pojedynczych alergenów (zamkniętych w szklanych ampułkach). Zbliżenie takiej ampułki do tego elementu (a nie do osoby badanej) może wywołać reakcję (człowiek i jego sygnał elektryczny wejdą w rezonans na danej częstotliwości specyficznej dla próbki alergenu – wzmacniając taki sygnał – co uda się zmierzyć czułym aparatem) lub nie wydarzy się nic (brak reakcji na dany alergen). Takie badanie pojedynczej substancji jest bardzo proste (logicznie akceptowane na poziomie technologicznym) i powtarzalne – każde oddalenie alergenu od urządzenia ponownie wykazuje brak reakcji bioelektrycznej człowieka.

Tego typu testy są stosunkowo szybkie i w zależności od zasobności paneli z alergenami wzorcowymi (gabinety same decydują, ile w swym arsenale ich mają) można w ciągu kilkudziesięciu minut zbadać nawet kilkaset różnych potencjalnych alergenów. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby klient sam przyniósł podejrzane (w jego mniemaniu) substancje. Problem w tym, że większość np. kosmetyków jest dziś wieloskładnikowych i wystarczy, żeby tylko jeden z nich był dla nas niekorzystny, a urządzenie „zawyje” (tak akustycznie daje znać operatorowi, żeby nie musiał obserwować strzałek/wyświetlaczy pomiarowych). Co ciekawe, czasem samo opakowanie może być alergizujące, a np. przełożenie próbki kremu do szklanego słoika sprawi, że pomiar wskaże brak reakcji alergicznych! Sam taki eksperyment przeprowadziłem i potwierdzam – wyjęcie testowanego owocu z woreczka foliowego, w którym się wcześniej znajdował, spowodowało zniknięcie niepokojącego sygnału. Byłem zwyczajnie uczulony na składnik plastiku, z którego woreczek był wykonany.

Co ważne, testy przeprowadzone przez wykwalifikowany personel są powtarzalne w różnych momentach czasu (ja miałem to szczęście, że operatorem był doświadczony lekarz, choć zwykle są to osoby bez wieloletniego wykształcenia medycznego, lecz przeszkolone do obsługi sprzętu). Ogólnie moje (i rodziny) doświadczenia obejmują 4 różne gabinety z profesjonalnym sprzętem Bicom (w tym w 2 gabinetach obsługą zajmowali się lekarze, tam zazwyczaj najdłuższe kolejki do wizyty były).

W podobny sposób można testować reakcję organizmu na pojedynczy patogen (próbki wirusów, bakterii, grzybów chorobotwórczych i większych pasożytów).

Jak działa odczulanie biorezonansowe

I w tym miejscu coś o leczeniu/uzdrawianiu. Biorezonans to inaczej biologiczny rezonans (współgranie reakcji komórek ciała człowieka i próbki potencjalnego alergenu).

Ten sam sprzęt może prócz diagnozy (po odpowiedniej kalibracji wstępnej z alergenem) posłużyć do usuwania niewłaściwej reakcji alergicznej człowieka. Wykorzystano tu prostą zasadę: skoro dany człowiek reaguje na dany alergen, niejako wzmacniając jego sygnał danej częstotliwości (wchodząc w rezonans), to można ten sygnał wytłumić. Pojedyncza częstotliwość to sinusoida napięcia, którą urządzenie po zidentyfikowaniu potrafi zmierzyć, a następnie do organizmu wysłać tę samą częstotliwość (sinusoidę) z przeciwną fazą (sygnał odwrócony o 180 stopni) – matematycznie to jak przemnożenie tego sinusa przez liczbę -1. Nakładanie sinusoid o przeciwnych fazach znosi sygnał do zera i organizm jakby uczy się tego na bieżąco, aż po kilku minutach akceptuje, że tak ma się zachowywać w przyszłości. W praktyce urządzenie może odwracać równocześnie wiele takich częstotliwości, a uczenie organizmu przebiega w cyklach: 3 sekundy wytłumianie sygnału patologicznego i 1 sekunda przerwy – i cykl powtarzany jest automatycznie przez kilka minut. Z punktu widzenia odczulanego – nie dzieje się nic, trzyma on np. 2 mosiężne pozłacane kule (zakończone przewodami doprowadzającymi sygnał do urządzenia) w dłoniach i sobie siedzi/leży na leżance.

Urządzenie do badania pobiera słabe sygnały elektryczne wprost z ciała człowieka i w przypadku „kasowania reakcji alergicznej” jedynie odwraca sygnał patologiczny (próbując wygasić niewłaściwe reakcje), przekazując go zwrotnie do organizmu (wzmocnienie tego sygnału nawet 64-krotne zwiększa skuteczność – patrz książka „Biofizykalna terapia alergii” Petera Schumachera, gdzie kompleksowo omówiono całą tematykę alergii, astmy, grzybicy jelit). Nie ma tu wysyłania jakiś sztucznych prądów z urządzenia. Tym różni się klasyczny biorezonans od prymitywnych urządzeń typu zapper (niskoprądowych generatorów sygnału elektrycznego – patrz książka „Kuracja życia” Chuldy Clark), które niesłusznie nazywa się biorezonansem. W tym przypadku poprawniej będzie używać nazwy wymuszony biorezonans. Ale nie o zapperach jest ten tekst.

Idealne w swej prostocie działanie matematyczne przełożone na poziom małych prądów elektrycznych okazuje się skuteczne także na poziomie biologicznym! I tu znów nauka praktyczna się kłania. Organizmy biologiczne reagują na sygnały elektromagnetyczne jedynie w określonych specyficznych zakresach natężenia prądu/pola elektromagnetycznego (to tzw. okno Adey’a – zbyt słaba lub zbyt mocna intensywność sygnału sprawia, że komórki ciała nie reagują na sygnał danej częstotliwości), co potwierdzają liczne badania, których opisy znaleźć można w przeglądowej pracy naukowej z dziedziny fizjoterapii.

Moje doświadczenia i wnioski

Nie zawsze od razu organizm się temu zabiegowi wygaszania patologicznych sygnałów podda (ale większość profesjonalnych gabinetów jest na tyle pewna działania swych urządzeń, że w przypadku ewentualnego niepowodzenia, kolejny poprawkowy zabieg odczulający na ten sam alergen oferuje już za darmo) – dlatego tak ważna jest weryfikacja poprawności zabiegu po pewnym czasie, kilka, kilkanaście dni później. Sam raz miałem taki przypadek i musiałem powtórzyć zabieg, kolejna weryfikacja potwierdziła skuteczność drugiego zabiegu (była to wyjątkowa sytuacja, gdzie próbowałem odczulić alergen w trakcie jego pylenia, zaleca się robienie takich zabiegów poza tym okresem lub w przypadku alergii pokarmowej w momencie okresowej izolacji od danego składnika pożywienia).

W moim przypadku korzystałem z urządzenia Bicom 2000 (było to kilkanaście lat temu, teraz producent oferuje nowszą wersję Bicom Optima). Co mi to dało? Po przejściu całego zestawu kilkunastu odczulań (wszystko, co wykryto przy pierwszej wizycie testowej) mój ogólny stan zdrowia bardzo znacząco się poprawił (zapadalność na choroby infekcyjne radykalnie zmalała – pozbyłem się bólu gardła, nawracających jęczmieni na powiekach itp.). A tu relacja chorej na boreliozę.

Nie należy na tym jednak poprzestać i uznać takie rozwiązania za złoty środek. Wyłączenie reakcji (choć i tak uznanych wcześniej za nieprawidłowe) organizmu na alergeny nie sprawia, że od razu stajemy się w pełni zdrowi. Po prostu nie zauważamy początkowo (nawet przez kilka lat!) objawów chorobowych. To złudne, bo skąd początkowo te alergie się wzięły, skoro nie mamy ich od urodzenia? To pytanie jest kluczowe i po przewertowaniu literatury okazuje się, że w naszym organizmie krąży wiele substancji, których nie powinno być w krwi i innych płynach ustrojowych.

Skąd się wzięły? Najczęściej z nieszczelnych jelit (mikrouszkodzeń widocznych tylko pod mikroskopem, a nie zauważalnych w zwykłej kolonoskopii). Jelita powinny wybiórczo pozyskiwać tylko wartościowe dla nas substancje i dostarczać je do krwi. Przez syndrom przeciekającego jelita (obecnie w niszczeniu jelit przoduje glifosat, silnie toksyczna substancja spotykana w mące i wielu innych roślinach, które miały kontakt z opryskami – choć to nie jedyna przyczyna) niekorzystne substancje mogą dostać się do różnych organów ciała, a tam przy przeciążeniu układów naprawczych mogą być gromadzone w postaci różnych guzów (nie są to początkowo nowotwory lecz zwykłe magazyny śmieci).

To największe uproszczenie, ale dzięki tej wiedzy już możemy skierować się w stronę zdrowia. Unikanie zanieczyszczonej żywności oraz odpowiednie sposoby oczyszczania i regeneracji układu trawiennego (w tym pomóc mogą probiotyki) mają znaczący wpływ na utrzymanie organizmu w zdrowiu. A zastosowanie biorezonansu powinno być tu dodatkiem na zasadzie łatwego skasowania niektórych funkcji niewłaściwie reagującego organizmu na nietrującą żywność i inne substancje.

Tyle w części pierwszej, niebawem pojawi się druga część dotycząca wątpliwości co do innych (niż urządzenia rodziny Bicom) form biorezonansu. Poniżej jeszcze skąpe literaturowe podsumowanie odnoszące się do tematyki zdrowia i jego zależności z niskoprądowymi sygnałami i falami elektromagnetycznymi z informacją, gdzie kupić najtaniej.

[1] „Biofizykalna terapia alergii” Peter Schumacher, polskie wydanie z 1996 roku dostępne wyłącznie przez kontakt mailowy z firmą Monadith.

[2] „Prawie wszystko o metodzie R.Volla”, O. Korycki, A. Smielianiec, rok wydania 2009, wydawnictwo Enso.

[3] „Pola magnetyczne i światło w medycynie i fizjoterapii” pod redakcją profesorów medycyny Aleksandra Sieronia i Grzegorza Cieślara, rok wydania 2013, wydawnictwo Alfa-Medica Press.

[4] „Kuracja życia”, Chulda Clark, rok wydania 2006, wydawnictwo Purana.

Facebooktwitter

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge