Biorezonans magnetyczny i lampa plazmowa – sprawdzam!

biorezonansOpisałem już obszernie zarówno główne dostępne w języku polskim informacje literaturowe jak i moje wcześniejsze doświadczenia i obserwacje na temat metody biorezonansu, w tym jego wysokiej skuteczności w przypadku usuwania alergii.

Od tamtej pory upłynęło trochę czasu, po drodze pojawiły się nowe książki, kolejne doświadczenia choćby dotyczące niektórych zastosowań AM Scan Express, ale także moje obszerne obserwacje dotyczące najnowszych rozwiązań Bicom Optima jak i generatora plazmowego. Zacznijmy od publikacji (pełen wykaz na końcu wpisu, po którym umieściłem film lekarza medycyny Marcina Sowińskiego na temat medycyny częstotliwości).

Książki niosą wiedzę

Wcześniej przy opisie posługiwałem się między innymi (poza swoimi doświadczeniami) wiedzą z książki już dość wiekowej, bo opublikowanej w Polsce ćwierć wieku temu („Biofizykalna terapia alergii” Peter Schumacher). Tym razem wspomnę o wydanej w Polsce w 2018 roku książceBiorezonans i inne techniki terapeutyczne”, której autorem jest dr med. Stefan Rastocny. Praktykując w Niemczech, miał większą swobodę w posługiwaniu się metodą biorezonansu, gdyż tam jest to może nie powszechnie stosowana, ale przynajmniej w pewnym zakresie uznana metoda diagnostyczno-terapeutyczna. Nie od razu się tym zajmował, przez pierwsze lata swej kariery był oddany medycynie klasycznej, której skuteczność w wielu przypadkach u swoich pacjentów uznał za mizerną. Dopiero wówczas rozpoczął praktykowanie tego, co dawało większą skuteczność w przywracaniu zdrowia. Sceptykom zaciekle żądającym badań klinicznych z podwójnie ślepą próbą zadedykować można zaczerpnięty od biofizyka prof. Fritza-Alberta Poppa cytat z książki:

Lepiej być nienaukowo zdrowym niż naukowo pozostać chronicznie chorym

A to właśnie w przypadku chorób chronicznych klasyczna medycyna oparta o sztucznie wyprodukowane substancje i opatentowane leki najwyraźniej sobie nie radzi (łagodzi dolegliwości zamiast prowadzić do wyzdrowienia) – w odróżnieniu od innych podejść, w tym metody biorezonansowej.

Stefan Rastocny dużą część swojej książki poświęcił na wyjaśnienie, jak dużym obecnie problemem są alergeny takie jak (zwłaszcza przetworzone) mleko i (zmodyfikowana przez ostanie dziesięciolecia) pszenica (gluten) i przetworzone produkty z ich zawartością. Jest też poruszonych wiele innych tematów wpływających na obciążenie organizmu jak grzyby, bakterie, wirusy, pasożyty, metale ciężkie oraz inne substancje dla człowieka nienaturalne. Pozbywanie się ich jest możliwe dzięki wykorzystaniu metody biorezonansu oraz generatorów częstotliwości (wyraźnie rozgranicza te dwie metody – o tej drugiej w dalszej części tego wpisu). Autor książki prezentuje też wiele porad z nabytej przez eksperymenty wiedzy praktycznej. Przykładowo pojawianiu się migren może sprzyjać glutaminian (powszechnie stosowany wzmacniacz smaku) – stąd należy go w takich przypadkach wyeliminować z diety. Z kolei rozwojowi SM (stwardnienie rozsiane) może sprzyjać spożywanie jaj (ci, którzy tak zostali zdiagnozowani, powinni ich unikać, dla osób zdrowych jest to bardzo dobry składnik pożywienia – zwłaszcza surowe żółtka). Takich porad jest znacznie więcej i z tego powodu warto poznać treść tej książki. Natomiast sceptykom stosowania biorezonansu, którzy nie mają nawet ochoty zapoznać się z tą pozycją literatury, chcę zadedykować jeszcze jeden cytat z tej książki, który wskazuje na ciekawe zagadnienie:

W literaturze naukowej nadal funkcjonuje termin „Efekt Semmelweisa”. Oznacza on bezpośrednie odrzucenie (naukowej) informacji lub odkrycia bez zastanowienia czy sprawdzenia faktów.

Kolejną i chyba najważniejszą jak dotąd książką dostępną w naszym języku jest „Biorezonans. Zdrowie bez recepty”. Zasługuje ona na szczególną uwagę z kilku powodów. Jest najnowszą publikacją (wydana w połowie 2021 roku) i co ważne, napisaną przez Polaka, praktyka metod biorezonansowych Jacka Wikarskiego., doktora Akupunktury TCM (Tradycyjnej Chińskiej Medycyny). Jest on praktykującym Naturopatą i specjalistą w dziedzinie biorezonansu. Zgłębił szeroką wiedzę z zakresu akupunktury, ziołolecznictwa i dietetyki. Otrzymał uprawnienia do wykonywania zawodu akupunkturzysty po uzyskaniu pozytywnej oceny z międzynarodowego egzaminu w Pekinie przy Światowej Federacji Akupunktury i Moksybucji (WFAS) działającej w ścisłej relacji ze Światową Organizację Zdrowia (WHO) otrzymując tytuł na poziomie „Doctor of Acupunkture”.

Autor książki stworzył sprawdzony system przywracania zdrowia na podstawie tzw. piramidy chorób. Organizm człowieka przyrównał do szklanki wody, która posiada swe z góry założone zdolności kompensacyjne, tzw. własną objętość wody. Z czasem, w wyniku działania czynników obciążeniowych (środowiskowych, miazm, metali ciężkich czy patogenów), szklanka zapełnia się. Ostatnią kroplą przepełniającą objętość i powodującą wybuch choroby jest jeden lub kilka czynników wyzwalających. Wcześniej opisywałem już jego książkę „Witaminy powietrza”, z którą też warto zapoznać. Te argumenty sprawiają, iż ta najnowsza książka jest niezwykle wartościowa. Wikarski jest eksperymentatorem (projektuje choćby wysokiej klasy jonizatory powietrza), nie ustaje w poszukiwaniu najlepszych rozwiązań. W ciągu wielu lat miał okazję zapoznać się z najpopularniejszymi urządzeniami biorezonansu. Opisując historię tej dziedziny bioelektromagnetycznego uzdrawiania, wspomina w książce o cechach między innymi takich urządzeń jak Mora, Oberon, F-scan, Spooky 2, Bicom Optima i Trikombin. I te dwa ostatnie uważa za obecnie najwartościowsze i z obu korzysta w prowadzonej przez siebie klinice, która znajduje się w Warszawie. Urządzenia te wzajemnie się uzupełniają, pracują na nieco innych zakresach częstotliwości, o czym więcej w książce, do której lektury zachęcam (linki do wszystkich pozycji literatury umieściłem na końcu tego wpisu).

Ciekawostką jest to, że na końcu książki Jacek Wikarski wymienia kilka wyjątkowych osób, które pozwoliły mu rozwinąć wiedzę bioinformacyjną. Jako pierwszą wymienił prowadzącą z nim wspomniany gabinet lekarkę (ze specjalnością laryngologii), która to również i mnie wprowadziła w 2005 roku w świat biorezonansu. Poprawiła wówczas mój stan zdrowia w radykalny sposób głównie dzięki użyciu biorezonansu (z drobnym wsparciem izopatii i porad modyfikacji diety).

Wikarski akcentuje silne powiązanie Tradycyjnej Medycyny Chińskiej z biorezonansem zwłaszcza w zakresie punktów akupunkturowych i holistycznego (całościowego) podejścia do człowieka, jego energetyki i wielu innych zagadnień, na które trafić można przy kontakcie z prawdziwym (klasycznym) biorezonansem. Jednocześnie autor książki przedstawia krytyczne spojrzenie na ogół gabinetów prowadzących usługi z wykorzystaniem rozwiązań biorezonansowych. Uważa on, że w wielu przypadkach obsługujący aparat nie mają wystarczającej wiedzy na temat zasad funkcjonowania organizmu ludzkiego, a przez to często nie potrafią pomóc swoim klientom w odzyskaniu zdrowia. A trzeba pamiętać, że koszty korzystania z takich usług są (jak na krajowe zarobki) wysokie. Kilkudniowy kurs obsługi (zawarty w cenie kupowanego urządzenia) nie jest wystarczający do tego, aby taką działalność prowadzić. I ja przychylam się do tego zdania, wiedza to podstawa, a jej powinno towarzyszyć doświadczenie – a nie tylko jakiś kurs podstawowy! Dlatego najważniejsze jest, aby wybrać właściwy gabinet – nie musi go prowadzić lekarz, ale powinien przynajmniej dobrej klasy naturopata, który nie patrzy jedynie na zegarek i żeby kasa się zgadzała. Dobra wizyta z użyciem biorezonansu powinna trwać przynajmniej godzinę (lub dłużej, jeśli sytuacja tego wymaga), a nie jak w niektórych gabinetach ledwie kwadrans (bez programów przygotowawczych, kontroli postępów kuracji).

Podsumowując – w książce znajdziemy informacje od praktyka (w tym powołania na badania naukowe, choćby z zakresu skuteczności stosowania biorezonansu przy rzucaniu palenia) w tematach takich jak pasożyty, grzyby, pleśnie, bakterie, metale ciężkie, szerokie spojrzenie na alergie. Autor opracował też własną piramidę chorób – ogólny schemat postępowania według ważności pozbywania się problemów zdrowotnych przy wsparciu biorezonansu. To właśnie ta kolejność determinuje wysoką skuteczność jego podejść w porównaniu do innych gabinetów korzystających nawet z tej samej technologii.

Kilka uwag praktycznych – sprawdzamy biorezonans Bicom Optima

Chciałbym zaznaczyć, że wspomniane urządzenie Bicom Optima (i jego poprzednie wersje to najlepiej przebadany przez dziesięciolecia sprzęt diagnostyczno-terapeutyczny z zakresu biorezonansu) to nie panaceum na każdą chorobę. Z drugiej jednak strony to świetne i bezbolesne podejście do szybkiej wstępnej diagnostyki o stosunkowo wysokiej wiarygodności (choć jej poziom zależy od doświadczenia operatora sprzętu). Mogę to stwierdzić, gdyż na przestrzeni wielu lat miałem styczność z kilkoma osobami obsługującymi ten sprzęt. Warto przy tym zaznaczyć, że jeśli ktoś kupuje takie urządzenie, to w cenie wliczony jest kurs z obsługi dla dwóch osób oraz szeroka dokumentacja prowadzenia terapii. Osobno kupuje się też palety z próbkami testowymi substancji/patogenów (są one bardzo drogie), dlatego też nie w każdym gabinecie można trafić na jednakowo szeroki zakres diagnostyczny. Stąd to dwie podstawowe uwagi, gdyby ktoś zdecydował się na taką terapię: pozytywna opinia dotychczasowych klientów oraz szeroka dostępność pakietów testowych (tam, gdzie ja korzystam, mają takich zestawów kilkanaście, a może i więcej, a każdy z nich zawiera do 90 różnych próbek). Dopiero na dalszym miejscu powinniśmy stawiać cenę.

Decydując się na nie tylko diagnostykę, ale i terapię, polecam zrobić to kompleksowo, a nie na zasadzie: ot kolejny pomysł do wypróbowania, chwilę pochodzę i zobaczę, co to daje. Takie podejście, to wyrzucenie pieniędzy w błoto. Dlatego warto od razu pytać o zniżki, karnety i deklarować długoterminowe korzystanie. W dobrej jakości gabinecie sam doświadczyłem takich zniżek (jako stały i niełatwy w terapii klient – w sensie objawów, nie zachowania), a do tego postępy w terapii kontrolowane dalszymi, szerszymi testami były już gratisowe w ramach ceny pojedynczej wizyty.

Po drugie, jeśli nie jest z nami tak źle, że możemy normalnie funkcjonować, to lepiej wcześniej zadbać o proces oczyszczania organizmu (raczej łagodny niż w wersji hard), np. z wykorzystaniem mieszanek ziołowych, suplementów, probiotyków. W wielu sytuacjach zmniejszymy w ten sposób przy pierwszym badaniu liczbę wykrytych przez biorezonans problemów (alergii, toksyn, pasożytów, bakterii itp.) – w przeciwnym przypadku wynik badania może nas załamać dużą liczbą powodów naszego złego stanu zdrowia. Zwykle klasyczni lekarze diagnozują nam po kilka chorób i próbują je leczyć, najlepiej w nieskończoność, mówiąc o chorobach przewlekłych. A tu nagle kilkadziesiąt różnych przyczyn, z których nie do końca mamy pewność, usunięcie których doprowadzi do lepszego samopoczucia. Tu duża rola osoby prowadzącej (rzadko obsługującym Bicom Optima jest lekarz – wtedy zwykle cena jest niepotrzebnie dwukrotnie wyższa). I tu kolejna ciekawostka – po serii początkowych zabiegów np. na główne bakterie/pasożyty może się okazać, że pozbyliśmy się nie tylko ich, ale i wielu innych, co do których zabiegi jeszcze nie były wykonywane. Tak działa nasz układ odpornościowy, który po odciążeniu łatwiej zwalczy mniejszych wrogów.

Wybór ścieżki i kolejności pozbywania się zdiagnozowanych problemów powinien zasugerować terapeuta, ale możemy wspólnie podejmować decyzje. Podobnie jak dobór częstotliwości wizyt, zaleca się nie częściej niż co 2 dni (wiele osób ze względów finansowych i tak wybiera jedną wizytę w tygodniu), przy czym w niektórych gabinetach mamy pojedynczy zabieg (wizyty zwykle ograniczone do 15 minut), a w innych podchodzą bardziej ludzko do klienta i oferują nawet do maksymalnie 6-7 zabiegów w ramach jednego spotkania (1-1,5h). Przy czym mogą to być różne zabiegi usprawniające ten główny, np. wstępny (usuwanie blokad), wyrównujący poziom energetyczny, główny (odczulanie lub likwidacja patogenu), a do tego np. krótki program dodatkowy na jakąś bieżącą dolegliwość – oczy, zatoki, ból stawów itp. Przydatny jest też kończący zabieg – tzw. detoks, co ma usprawnić wydalanie toksyn pozabiegowych.

I tu dochodzimy do niezwykle ważnego zagadnienia. Nie zawsze musi tak być, ale u wielu osób z latami zaniedbywanymi organizmami pojawia się zasada: najpierw musi być gorzej, żeby później mogło być lepiej. Jest to tzw. reakcja Herxheimera, znana z oficjalnej medycyny jako skutek uboczny po stosowaniu antybiotyków. A jak się okazuje, nie tylko przy antybiotykach takie skutki mogą się pojawić – to nic innego jak chwilowe zatrucie wewnętrzne – mimo że terapia biorezonansowa nic nam do ust nie podaje. Objawy mogą być różne: bóle głowy, problemy trawienne czy też objawy przypominające kaca lub grypę. Dlatego tak ważne jest spożywanie po zabiegu dużej ilości dobrej jakości wody (a nie innych płynów), do tego też np. zioła wspomagające wymianę wody w organizmie takie jak pokrzywa, czystek. W razie silniejszych zatruć dobrze jest stosować węgiel aktywowany np. z łupin kokosa (w dużych dawkach, jakie były kiedyś normą, a nie jak to obecnie jest pozorowane w aptecznych kapsułkach z niezauważalnie małą dawką). Podobno dobre rezultaty daje też stosowanie nalewki ziołowej Burbur Pinella (niektórzy klienci biorezonansu sobie to chwalą, sam nie próbowałem). Dlatego też dobrej jakości gabinet po pierwszych testach zaproponuje nam klika terapii wstępnych, żeby w miarę udrożnić tkanki organizmu przed pierwszym atakiem „z grubej rury” na wykryte w naszym organizmie patogeny (podobnie z usuwaniem metali ciężkich, w tym przypadku sam doświadczyłem silnej reakcji Herxheimera).

Dzisiejszy świat jest tak niekorzystny dla naszego organizmu, że operator biorezonansu nie daje gwarancji na to, że jakiś usuwany patogen za pewien czas nie powróci. I tu potwierdzam opinię Wikraskiego, że (mimo iż najnowsze urządzenia obecnie są dużo efektywniejsze niż 10-20 lat temu) z powodu zniszczenia cywilizacji wszelkimi chemikaliami (żywność, powietrze, woda) czy falami elektromagnetycznymi, obecnie dużo trudniej doprowadzić klienta do pełni zdrowia, niż przy użyciu prostszych urządzeń stosowanych w XX wieku.

Należy też zaznaczyć, że są też tak uciążliwe patogeny jak krętek borelii, do którego trzeba wracać z zabiegami co pewien czas. Podobne problemy bywają z wirusami (np. HSV-1 czyli zwykła opryszczka czy też HSV-4 znany jako wirus Epsteina-Barr). I tu przykładowo dr med. Stefan Rastocny, autor wspomnianej wyżej książki z doświadczenia wykrył, że dużo łatwiej pozbyć się opryszczki, jeśli wcześniej wykona się zabieg usuwający z organizmu PCB (polichlorowane bifenyle).

Jak widać, Bicom Optima jest wszechstronny – nie tylko likwiduje reakcje alergiczne (w tym pseudoalergie) czy patogeny, ale potrafi wspomagać intensywne usuwanie nienaturalnych dla człowieka chemikaliów. I w tym przypadku i mnie dopadła reakcja Herxheimera, kiedy podszedłem do usuwania rtęci (wiele lat wcześniej miałem plomby amalgamatowe, które zostały usunięte, ale nie w profesjonalny sposób – do takiego zabiegu trzeba poszukać wyspecjalizowanego w tym zakresie dentysty, który wie, że cząstki usuwanej plomby nie mogą się dostać do śliny pacjenta). Trudno tu o jakiś efekt placebo (czy raczej nocebo), nieźle mnie sponiewierało, ale uzbrojony w wiedzę, nie panikowałem. Po innych zabiegach nie miałem negatywnych objawów, no może z wyjątkiem opryszczki, która właśnie po zabiegu jej usuwającym potrafiła wyjść na usta, pokazując, że tak łatwo się nie podda. Zdarzały się też przekrwione oczy, ale przy każdej kolejnej wizycie ten efekt zgłaszałem i miałem od razu przy okazji robiony dodatkowy zabieg na regenerację tych oczu, zwykle z dobrym skutkiem.

A może tak lampa plazmowa?

Istnieje wiele różnych urządzeń w przeróżnych dziwnych gabinetach. Miałem już spore doświadczenie i duże zaufanie do osób prowadzących dany gabinet biorezonansu, więc kiedy zaopatrzyli się w lampę plazmową o nazwie Generator plazmowy RPZ 14/15 (opartą ideę generatora Rife’a, z wykorzystaniem zimnej plazmy) – nie wahałem się skorzystać z takich zabiegów. Choć nie ma ona szerokiej gamy zabiegów (ta wersja ma 53 różne programy, w tym po kilka na boreliozę, detoks – ponadto nie służy ona do diagnozowania), to ponoć w niektórych przypadkach działa z większą intensywnością, niż sam Bicom Optima (na podstawie relacji klientów, którzy mają porównanie). Dlatego śmiało mogę polecić zwłaszcza tym, którzy borykają się z trudnymi przypadkami boreliozy. Są nawet firmy wypożyczające do domu takie urządzenie (banalnie proste w obsłudze, można też kupić, ale cena ok. 27 000 zł jest zaporowa). Najlepsze efekty przy boreliozie daje połączenie zabiegów tą lampą, biorezonansem, klawiterapią i odpowiednimi nalewkami ziołowymi. Trzeba zachować jednak ostrożność, zwłaszcza na początku, żeby nie doprowadzić do nadmiernego zatrucia zabitymi ciałami krętka borelii.

Testowałem różne zabiegi na tym urządzeniu, ale jako w miarę zdrowa osoba nie mam zbyt dużego pola do opiniowania. W jednym przypadku dokonał się niemal cud. Jako że przeszedłem (niby dość łagodnie na tle relacji telewizyjnych ze szpitali) Covid-19, to jednym z najbardziej uciążliwych objawów był ogromny spadek energii. Kiedy po okresie kwarantanny dotarłem na wizytę z użyciem Bicom, wykonano mi w czasie jej trwania w sumie kilka zabiegów (dobicie resztki koronawirusa, pozbywanie się kaszlu itp.). Po zejściu z leżanki, aż z osłabienia zakręciło mi się w głowie. Od razu poszedłem do sąsiedniego gabinetu na lampę plazmową – półgodzinny zabieg oczyszczania krwi – i po nim jakby coś we mnie zaskoczyło, wróciła energia, której nie miałem od kilkunastu dni i już w kolejnych dniach żadnego osłabienia nie odczuwałem. Dlatego ten akurat zabieg jest najpopularniejszy (nie licząc zabiegów na borelię) na tej maszynie, ale osoba na pozór zdrowa nie zauważy po nim żadnej różnicy – co potwierdzam, bo wielokrotnie już z tego programu korzystałem.

Ogólnie urządzenie działa bezprzewodowo na zasadzie generowania pól elektromagnetycznych niskiej mocy (pomiar w odległości ok. 20 cm od lampy plazmowej wykazywał natężenie pola ok. 20 mW – to była graniczna wartość pomiarowa mojego miernika), więc w jednym czasie można posadzić wokół lampy plazmowej kilka osób na wspólny zabieg – to może być przydatne w przypadku rozłożenia kosztów wypożyczenia urządzenia, aby skutecznie zlikwidować boreliozę (pamiętając przy tym, aby zadbać o koinfekcje i regenerację organizmu np. dobrej jakości suplementami). Pamiętajmy, że moc generowanego pola maleje w kwadracie odległości. Przykładowo już w odległości ok. 40 cm, powinno to być zaledwie 0,02 * 0,02 = 0,0004 W (0,4 mW).

Czy generator Zapper to też biorezonans?

Pojęcie zapper zostało wypromowane przez Huldę Clark, która miała duży wpływ na rozwój metod unieszkodliwiania patogenów z wykorzystaniem prądu elektrycznego o niskim natężeniu. Jest to rodzaj generatora częstotliwości, który połączony jest z człowiekiem za pomocą 2 elektrod trzymanych zazwyczaj w dłoniach. To wygląda podobnie jak przy stosowaniu klasycznego biorezonansu. Jednak w przypadku np. Bicom Optima wykorzystuje się sprzężenie zwrotne reakcji organizmu człowieka z próbkami rzeczywistych substancji chemicznych czy biologicznych (np. zamknięte w szklanej ampułce pyłki traw itp.). To pozwala na proces diagnostyczny, a następnie na wykorzystanie ujemnego sprzężenia zwrotnego (powodującego wygaszanie nieprawidłowych reakcji organizmu).

Natomiast sam generator częstotliwości typu zapper jest urządzeniem biernym (podobnie jak bezprzewodowy generator plazmowy), które nie pobiera informacji od człowieka, a jedynie wysyła do jego skóry prąd o niskim natężeniu i napięciu zmiennym. Ważne są przy tym parametry: skuteczność unieszkodliwiania patogenów jest możliwa dzięki nie tylko ustawieniu właściwej częstotliwości, ale i dołączenia składowej stałej tak, aby napięcie wahało się między około +2 a +9 Volt. Częstotliwości wybiera się z tabel opracowanych między innymi przez Huldę Clark, choć w przypadku prymitywnego generatora, gdzie częstotliwości nie są regulowane przez użytkownika, wykorzystuje się prostokątny kształt fali o wypełnieniu 50%. Z analiz matematycznych wynika, że ten rodzaj sygnału to złożenie wielu składowych częstotliwości o sinusoidalnym kształcie (i malejących wraz ze wzrostem częstotliwości amplitudach). W ten sposób generator „sieje” po wielu częstotliwościach, gdzie podstawową jest tylko jedna – Clark wybrała 30 kHz, ale inni sugerują też takie wartości jak 2, 20 czy 40 kHz. W takim przypadku trzeba być cierpliwym, bo jeden zabieg nie wystarczy, trzeba je powtarzać dzień po dniu (a nawet kilka razy dziennie), warto też wesprzeć się ziołami czy złotem lub srebrem niejonowym w płynie, a przy objawach zatrucia skorzystać ze wspomnianego wcześniej choćby węgla aktywowanego.

Skuteczność takiego generatora bez regulowanej częstotliwości może być mniejsza niż z dobrze dobraną częstotliwością (częstotliwość rezonansowa, charakterystyczna dla danego patogenu wprawia w drgania komórki tych obcych ciał – nie polega to na spalaniu ich jak przy użyciu silnego prądu, który mógłby porazić każdego, kto podłączy się do sieci energetycznej). Ponadto jak wykazują inne źródła literatury (zebrane w pierwszym tomie książki autorstwa dr Nenah Sylver – „Podręcznik Rife’a. Katalog częstotliwości pasożytów”), dany patogen może reagować z wieloma różnymi częstotliwościami i zastosowanie naprzemiennie kilku wybranych z tabeli powinno dać większą szansę na pozbycie się danej bakterii czy wirusa (tak działają programy w omówionym wcześniej generatorze plazmowym). Są też problemy natury przewodnictwa elektrycznego, które rozchodzi się głównie po skórze (jak twierdzą typowi elektrycy – nie uwzględniają oni jednak choćby sieci punktów akupunkturowych znanych z Tradycyjnej Medycyny Chińskiej) – co ponoć nie pozwala na pełną penetrację zabijającego dla patogenów (a nie dla człowieka) prądu o niskim natężeniu (na poziomie zwykle od ułamka do kilku mA).

To z tych powodów zapewne uznaje się za bardziej wydajne stosowanie (bezdotykowo) pól elektromagnetycznych przy użyciu generatora plazmowego Rife’a zamiast generatora prądu dostarczanego za pomocą elektrod. Niestety nie dotarłem do literatury omawiającej szerzej parametry sygnału generatora plazmowego – z obserwacji wiem, że różne programy posługują się nie tylko jedną częstotliwością modulującą (nośną jest w tym przypadku fala świetlna), której wartość wyświetlana jest na ekranie generatora, ale też może pojawiać się dodatkowy sygnał regulujący wartość amplitudy światła (stąd wspomniany wcześniej program oczyszczania krwi działa jak błyskająca lampa na dyskotece).

Wciąż trwają dyskusje, co ten rezonans wywołuje: czy rozerwanie komórki patogenu, czy jedynie jej okresowy paraliż pozwalający na ułatwiony atak układu odpornościowego? Jednak dla chorego nie ma to większego znaczenia, jeśli tylko procedura zadziała.

Są też u niektórych obawy o uszkodzenia naszych własnych komórek – te, nie występując pojedynczo, a tworząc tkankę komórkową (ścisła macierz wielu komórek ciała) nie poddają się temu efektowi uszkodzenia. Obawy mogą być w pewnym stopniu uzasadnione w odniesieniu do pozytywnej flory jelitowej – dłuższe stosowanie zappera może ją osłabić (choć nie tak gwałtownie jak antybiotyk) i tu może być pomocne stosowanie probiotyków.

Celem niniejszego wpisu było zachęcenie czytelnika do dalszych poszukiwań (przeczytanie wspomnianych poniżej książek może się temu przysłużyć), a nie bezrozumne zaufanie nowo poznanej technice służącej uzdrawianiu. Pamiętajcie też, że klasyczny biorezonans to nie jakieś urządzenia chińskie no name klasy NLS (o modnie brzmiących kwantowych technikach nie wspominając), na które niestety wciąż można się natknąć w różnych gabinetach dietetycznych… Od tego lepiej trzymać się z daleka!

[1] „Biofizykalna terapia alergii” Peter Schumacher, polskie wydanie z 1996 roku dostępne wyłącznie przez kontakt mailowy z firmą Monadith.

[2] „Prawie wszystko o metodzie R.Volla”, O. Korycki, A. Smielianiec, rok wydania 2009, wydawnictwo Enso.

[3] „Pola magnetyczne i światło w medycynie i fizjoterapii” pod redakcją profesorów medycyny Aleksandra Sieronia i Grzegorza Cieślara, rok wydania 2013, wydawnictwo Alfa-Medica Press.

[4] „Kuracja życia”, Chulda Clark, rok wydania 2006, wydawnictwo Purana.

[5] „Biorezonans i inne techniki terapeutyczne”, Stefan Rastocny, rok wydania 2018, wydawnictwo Vital.

[6] „Biorezonans. Zdrowie bez recepty”, Jacek Wikarski, rok wydania 2021, wydawnictwo własne autora.

[7] „Podręcznik Rife’a. Katalog częstotliwości pasożytów”, Nenah Sylver, rok wydania 2013, wydawnictwo Enso Electronics.

Facebooktwitter

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.