Same dobre wiadomości – część 1

awokado - dobre wiadomościKiedy podsumowałem 6 lat mojego blogowania, zaznaczyłem, że – choć to wciągające tematy dla czytelników, moje niektóre cykle wpisów koncentrują się na kontrowersyjnych ale pełnych negatywnych emocji zagadnieniach. Z tego powodu postanowiłem wówczas o zrównoważeniu i wprowadzeniu także zagadnień o charakterze niosącym optymizm co do przyszłości ludzkości. Okazało się, że znacznie trudniej zebrać taki materiał, ale udało się – oto same dobre (no może czasem słodko-gorzkie) wiadomości 🙂

Zrzeszajmy się dla dobra ludzkości

Zacznę od tematów przedstawianych w mediach, w których dominuje negatywizm – sponsorowany głównie przez przemysł farmaceutyczny – największą światową mafię finansową, która narzuca własny punkt widzenia: masz chorować i leczyć się „po naszemu”, czyli drogimi, opatentowanymi (opartymi o sztuczne substancje) lekami (o wielu skutkach ubocznych). Płać i bój się do końca życia!

Takim poglądom i brakowi wyboru sprzeciwia się co prawda mniejszość, ale starają się oni organizować w formalne grupy. I tak oto powstały w kraju np. takie stowarzyszenia jak Towarzystwo Lekarzy Medycyny Zintegrowanej oraz Polskie Stowarzyszenie Niezależnych Lekarzy i Naukowców. To, że mają coś ważnego do powiedzenia potwierdza choćby cenzura i próba blokowania ich (i im podobnych) profili na facebooku. Powstał też ruch Polska jest Jedna, który sprzeciwia się segregacji sanitarnej i prześladowaniu niezaszczepionych.

W okresie po 3 falach pandemii (okresy rzekomych kolejnych fal rozjechały się w czasie w różnych częściach świata i trudno już o spójne kłamstwa odgórnie narzucane przez media) okazało się, że niektóre kraje wyłamują się absurdalnym restrykcjom i zamordyzmowi społeczeństwa. Przykładami są Dania czy Wielka Brytania.

Ale dość już o negatywach związanych z pandemią. Okazuje się, że jej pozytywnym skutkiem ubocznym był niewielki, ale jednak wzrost czytelnictwa Polaków, którzy choćby z nudów sięgali w 2020 roku po książkę.

Unia Europejska pozytywnie zaskakuje

A teraz kilka słów o Unii Europejskiej, którą to władze zaczęły nam solidnie oczerniać, jednocześnie bezczelnie wmawiając ciemnemu ludowi, że nie są za wyprowadzeniem Polski z Unii. Faktycznie nie wszystko narzucane przez zjednoczoną Europę to pomysły najwyższych lotów (narzucane próby wyprostowania bananów, ogórków i wiele innych absurdów). Jednak w ostatnim czasie da się zauważyć niektóre warte odnotowania inicjatywy. Jedna z nich dotyczy ograniczenia zaśmiecania świata zbędną elektroniką. Chodzi tu o propozycję wprowadzenia jednego standardu ładowarek wszelkiego typu urządzeń elektronicznych. Nie powinno być tak, że kupując każdy kolejny gadżet, pojawia się nam w szufladzie następna ładowarka.

Kolejna pozytywna zmiana to wprowadzenie dyrektywy nazywanej w Unii potocznie „prawem do naprawy”. Otóż firmy sprzedające dużą elektronikę użytkową, taką jak lodówki, pralki, czy telewizory będą musiały zapewnić możliwość naprawy tych towarów nawet przez 10 lat!

Jest też postęp w sprawie złych warunków hodowli zwierząt – chodzi o chów klatkowy. Nawet niektóre sieci sklepów w Polsce deklarowały (z długim okresem przejściowym) rezygnację np. ze sprzedaży jaj (tzw. trójek) z chowu klatkowego. Próbowano np. w sieci Carrefour sprzedaży jaj ekologicznych, ale od pewnego czasu w moim markecie po sąsiedzku na półce lady chłodniczej oznaczonej jako miejsce przechowywania owych jaj w zastępstwie wprowadzono zwykłe paczkowane parówki – a o jajkach „zerówkach” można zapomnieć…

No ale nie tylko przyszłe plany unijne są warte zaznaczenia. Są też działania w czasie dokonanym. Mowa o rozporządzeniu Komisji Europejskiej dotyczącym ograniczenia do 2 g tłuszczów trans na 100 g tłuszczu ogółem w produktach spożywczych. Chodzi tu np. o margaryny czy mające równie złą sławę kostki rosołowe.

Glifosat i inne toksyny

Tłuszcze trans to tylko czubek góry lodowej w epoce żywności wysokoprzetworzonej. Na szczęście pojawiają się też oddolne inicjatywy walki o lepszą jakość żywności. Przykładem może być Marcin Bustowski, rolnik z Jeleniej Góry. Jego walka o nagłośnienie problemów z zatoksycznieniem żywności doprowadziła do ataków sądowych na jego osobę wytaczanych przez koncerny produkujące masowo żywność z niemałą ilością konserwantów. Jak się okazuje, sąd potrafi stanąć na wysokości zadania i przyznać rację obywatelowi w konflikcie z gigantem przemysłowym. Wspierajmy działania Marcina!

Również w innych krajach sądy nie próżnują, dowalając gigantyczne kary za trucie środowiska i ludzi. Bayer (który przejął negatywnie kojarzące się Monsanto) postanowił wycofywać glifosat, bo odszkodowania są za drogie. Niestety w Polsce środki z glifosatem wciąż są dozwolone i ciemnemu ludowi (w tym działkowiczom) wmawia się, że korzystanie z tych niszczących środowisko i nasze zdrowie chemikaliów rzekomo nie jest szkodliwe… A jak to możliwe? Wystarczy przekupić naukowców, którzy napiszą każdą przychylną producentowi opinię…

Mimo wszystko coś się jednak zmienia na lepsze. Badania kasz gryczanych doprowadziły (przynajmniej w niektórych sieciach handlowych) do zaostrzenia wymogów względem producentów żywności. Pod przymusem sklepy potrafią się ugiąć.

O ile kasze to bardziej lokalny rynek producentów, to w przypadku herbat aktualnie już tak różowo nie jest, ale liczę, że nagłaśnianie takich raportów sprawi, że i tu glifosat zaczną wycofywać na etapie produkcyjnym.

Tymczasem nie tylko kontrole czy wyroki sądowe mogą mieć wpływ na wzrost świadomości ekologicznej odnośnie szkodliwych środków chemicznych. Oddolne inicjatywy grup klienckich też mogą mieć duży wpływ. Przykładem jest krytyczne spojrzenie na zanieczyszczenie środowiska zużyciem paliw w ramach zbędnego transportu (dystrybucja żywności między odległymi kontynentami) oraz masowe wycinanie lasów deszczowych pod uprawę awokado, gdzie następnie stosuje się duże ilości pestycydów i zużywa ogromne ilości wody pitnej. Tak oto powstał ruch avocadon’t namawiający do rezygnacji ze spożywania tego roślinnego, pozornie zdrowego produktu.

Nie tylko wspomniana wcześniej Unia Europejska promuje proekologiczne zachowania. Przykładem może być Tajlandia, która (podobnie jak to się dzieje na Hawajach) zakazuje stosowania kremów z filtrem przeciwsłonecznym, które zawierają substancje chemiczne niszczące koralowce.

I na koniec pozostając w temacie kosmetyków, polecam artykuł o tym, jak segregować odpady z tej kategorii produktów.

Facebooktwitter

Komentarze

  1. Blog Ozonee 27 października 2021 Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

CommentLuv badge