Terminator Genisys – czy warto obejrzeć film akcji w 3D?

Terminator Genisys 3D - Arnold SchwarzeneggerFoto: http://www.suriafm.com.my

Pierwszego lipca 2015 odbyła się w kinach polska premiera piątej części Terminatora (Genisys) oczywiście z udziałem Arnolda Schwarzeneggera, który powrócił już na dobre do gry aktorskiej. Dlaczego postanowiłem się wybrać na ten akurat film? Obecnie nie pasjonuję się już tak kinem amerykańskim, jak kiedyś (co wynika z przesytu doznań i dominującej roli produkcji rodem z USA na małym i dużym ekranie). Jednak byłem ciekaw dobrego filmu akcji w wersji 3D, wcześniej miałem już okazję oglądać film Prometeusz w tej technologii i byłem zadowolony.

Moja przygoda z kinem akcji i Arnoldem zaczęła się prawie 30 lat temu, kiedy to obejrzałem film Komando – co ciekawe w kinie, ale z materiałów poza oficjalnym obiegiem. Lata osiemdziesiąte były okresem prężnego rozwoju rynku kaset VHS. Były to czasy, kiedy nie przestrzegano za bardzo praw autorskich i tak się złożyło, że w niektórych kinach była osobna sala do projekcji z VHS na zwykłym kineskopowym telewizorze – i w takich właśnie warunkach obejrzałem Komando, które zachwyciło mnie gatunkiem filmu akcji i samym Arnoldem.

Zatem moja decyzja o wybraniu się na najnowszego Terminatora podyktowana była niejako sentymentalną podróżą przez 30 lat w kina akcji, aby zobaczyć, jak zmieniły się efekty specjalne na tle tego okresu. Poprzednie 4 części Terminatora kiedyś już widziałem, co nie znaczy, że doskonale pamiętałem wszystkie szczegóły związane z bohaterami tamtych wydarzeń (nie śledziłem natomiast losów serialu Kroniki Sary Connor).

Wystarczy tych wspomnień, przejdę do teraźniejszości – na film wybraliśmy się z koleżanką w dzień po premierze, bo akurat wypadał dzień zniżkowych biletów po 10 zł (ukłony dla Kinder Bueno, która te zniżki sponsoruje – od kiedy wprowadzili wersję tych słodyczy w ciemnej czekoladzie, to nie mogę im się oprzeć), co ciekawe bilet w tej cenie już zawierał dodatek za wypożyczenie okularów 3D (normalnie to dodatkowy koszt 3 zł). Miejsca mieliśmy dobre, bo skorzystałem z systemu rezerwacji, a że film był w Multikinie, to wystarczyło je odebrać na 15 minut przed seansem (w innych sieciach, jak choćby w Heliosie rezerwacje przepadają już na 30 minut przed seansem – pod tym kątem Multikino wygrywa).

I w tym miejscu kilka mniej pozytywnych akcentów. Nieszczęsne reklamy i zapowiedzi premier (to dlatego ostatnio tak rzadko chodzę do kina) trwały równe 20 minut, po czym pojawił się komunikat, że już czas założyć okulary 3D. I tu podwójne rozczarowanie – to nie film się rozpoczynał, a kolejne zapowiedzi, tyle że wersji trójwymiarowej, trwające kolejne 7 minut. Druga przykra niespodzianka to solidnie zaniedbane okulary, tak upaćkane, że ich przetarcie na sucho nie pozwoliło w całości pozbyć się warstwy brudu – trudno, najwyraźniej taki mamy klimat w Multikinie, podobnie jak w hipermarketach nie dbają też zbytnio o czystość koszyków plastikowych – gdzie ci specjaliści międzynarodowi od wizerunku marek? Do Polski nie dotarli?).

No to sobie ponarzekałem, a teraz konkrety – czy jestem zadowolony z filmu? Tak, polecam głównie ze względu na efekty 3D! I pewnie skuszę się jeszcze na dwie kolejne już zapowiadane części. Szósty terminator ma się pojawić na wiosnę 2017 roku. Co do scenariusza, to nie był jakiś mocno zaskakujący i wciągający, ale fajnymi efektami nadrabiali – nie ma się zresztą co dziwić, trudno robić piątą część czegoś i zaoferować tak wciągające treści, jak w pierwszej części. Dalej będzie ciut spoilerowo (głupie to słowo – chodzi o zbytnie nawiązania do treści filmu). Jeśli nie chcesz wiedzieć zbyt dużo, to zakończ czytanie i ewentualnie zerknij na zwiastun filmowy, choć i on sporo zdradza.

Początek filmu sprawił, że nie w pełni pamiętając szczegóły poprzednich części, nie do końca ogarniałem sytuację, chodzi o różne plany czasowe (opowieści, częste przenosiny w czasie i nawiązania do 1984 roku, czyli do pierwszej części) – zaskoczeniem też było pojawienie się zarówno starego jak i młodego Arnolda.

No i pozostaje jeszcze przy tej okazji próba wyjaśnienia pisowni tytułu – nie jest to w pełni słowo Genesis (prapoczątek), które powinno odnosić się do tego, że w filmie pojawi się geneza powstania wszystkich wątków związanych z przejęciem przez roboty kontroli nad światem. Zamiast Genesis mamy Genisys – motyw przewijający się przez cały film, chodzi tu o system operacyjny, który miał w 2017 roku teoretycznie wszystkim na świecie ułatwić życie (w filmie jest odliczanie czasu do uruchomienia tego systemu) – w tym momencie od razu skojarzyła mi się ikonka aktualizacji do Windows10 (która pojawiła się na moim pasku starszej 7 wersji Windowsa) i sposób, w jaki ma owa dziesiąta odsłona się niebawem pojawić, tu też mamy pewnego rodzaju oczekiwanie na światową premierę ponoć rewolucyjnego systemu. Czy czeka nas Windowsowa Apokalipsa? Póki co jeszcze nie, ale już obecnie pojawiają się artykuły typu Robot zabił człowieka 😉

Facebooktwittergoogle_plus

2 komentarze

  1. Kamil 10 lipca 2015 Odpowiedz
  2. Klient 29 lipca 2015 Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge