Na co warto pójść do teatru – sezon 2016/17 część 2

Teatr Komedia Ostra jazdaFoto: teatrkomedia.pl

Wcześniej opisałem już spektakle lokalnych teatrów w Szczecinie, które obejrzałem w sezonie 2016/17, dziś czas na relację z przedstawień gościnnych. Łącznie z tymi lokalnymi obejrzałem ich 14 (w tym jeden całkiem udany występ amatorskiego Teatru Reprim).

Na pierwszy ogień poszło przedstawienie impresaryjne w świetnej obsadzie: Olga Bołądź, Magdalena Boczarska, Janusz Chabior, Łukasz Simlat. Nie chcę zdradzać szczegółów, ale ogólnie to projekt Teatru Imka z Warszawy, którego dyrektorem jest Tomasz Karolak. Przedstawienie „#Pozytywni” ukazuje różne nietypowe problemy bohaterów, którzy spotykają się w jednym miejscu, aby wspólnie pracować nad rozwiązaniem swoich trudności życiowych i nie chodzi o spotkania w barze – lecz o gabinet terapeutyczny. Wiele zabawnych scen mimo niełatwej tematyki sprawia, że ogólnie można uznać to przedstawienie za komedię i to na dobrym poziomie. Nie jest to kolejna typowa komedia pomyłek, gdzie bohaterom trudno wybrnąć z kłamstw, w których się zapętlają – taki właśnie ten schemat już mi się trochę przejadł, mimo że bywa to zabawne. Dlatego tę sztukę polecam każdemu i oceniam na 4+. Poniżej krótki reportaż na temat tego przedstawienia:

Nieco mniej zadowolony byłem z innego przedstawienia impresaryjnego „Wszystko o mężczyznach”, które wystawia Teatr Kamienica z Warszawy (który to już raz mam zastrzeżenia akurat do tego teatru?). Tym razem zastrzeżenia należy jednak kierować do Michała Lesienia, który jest producentem, a Teatr Kamienica jedynie udziela gościny aktorom.

Przed kilkoma laty widziałem to przedstawienie w wykonaniu aktorów z Teatru Polskiego w Szczecinie i publika świetnie się bawiła – aktorzy potrafili wydobyć z tej sztuki między innymi moc komiczności. Mniej udana wersja (przy znacznie droższych biletach – 120 zł, wszak to aktorzy serialowi: Michał Lesień-Głowacki, Arkadiusz Janiczek oraz Marcin Kwaśny) też była zagrana lekko, choć po odbiorze widowni dało się zauważyć, że rzadziej reagowała śmiechem. Do tego częste przejęzyczenia aktorów (jakby nie skupiali się na 100%). Z mojego doświadczenia wynika, że największy wpływ na efekt końcowy ma reżyser sztuki czy filmu (zdarza się, że świetną grę aktorską trzeba umieć wydobyć, bo czasem dobry aktor bez właściwego nadzoru gra płytko) – jak mawiają na boisku, gra się tak, jak przeciwnik pozwala.

W przypadku teatru w miejsce „przeciwnika” postawiłbym reżysera. W tym przedstawieniu aktorzy zagrali na 50% swoich możliwości (owszem są i emocje i gra ciałem, mimiką), nie przyłożono się do scenografii. Mimo wszystko nie należy zbytnio narzekać, jeśli scenariusz jest niezły, a tak było w tym przypadku. Sztuka opowiada kilka niezależnych historii, które przeplatane są w postaci kolejnych scenek odgrywanych przez tych samych aktorów (aktorzy zbytnio nie wkładają wysiłku w zmianę garderoby (w przedstawieniu ekipy ze Szczecina chciało im się wysilić i dało to lepszą jakość przedstawienia) między odgrywaniem kolejnych bohaterów – aby widzowie nie mieli wątpliwości, lektor krótko zapowiada każdą kolejną scenkę). Ocena ogólna 4-. Poniżej fragment przedstawienia:

Kolejnym przedstawieniem gościnnym w sezonie 2016/17 była lekka komedia „Szach Mat” (znana też pod tytułem „Dama bije króla”) w wykonaniu aktorów Teatru Capitol z Warszawy (wśród nich Maciej Damięcki i jak zwykle rewelacyjny Marek Siudym grający zrzędliwego, zaniedbanego wdowca o poukładanym życiu emeryta). Obsada jest zmienna, ale w tej, którą miałem okazję oglądać, spektakl okazał się sukcesem – głównie dzięki świetnie dobranym do ról aktorom – stąd moja ocena 4+. Historia prosta (bez typowych zagmatwanych opowiastek znanych z komedii pomyłek), acz nie wszystko wydaje się przewidywalne, dlatego ludzie świetnie się bawili (około 135 minut z przerwą).

Najwyżej wśród impresaryjnych spektakli widzianych w sezonie 2016/17 mogę ocenić (na 5) „Ostrą Jazdę” napisaną przez Norma Fostera (wcześniej widziałem jego dwie sztuki „Old Love” oraz „Między łóżkami”). „Ostra Jazda” to przedstawienie Teatru Komedia z Warszawy – co ciekawe ze stałą obsadą: Katarzyna Żak, Julia Kamińska, Mirosław Baka, Jan Jankowski i Przemysław Sadowski (patrz foto na początku wpisu). Już od pierwszych chwil pozytywnie zaskakuje donośny głos aktorów (wiedzą, że grają dla widza, a nie dlatego, że są gwiazdami – jak to w przypadku niektórych spektakli impresaryjnych zwykle ma miejsce – wtedy przynajmniej wersja z mikroportami ratuje sytuację, ale nie zawsze z tego korzystają – wówczas lepiej nie zasiadać w dalekich rzędach). Zaskoczeniem jest też świetny pomysł na kontakt aktorów z widzem (zastosowanie kilku ciekawych sztuczek – polecam, sami oceńcie). To typowa lekka (ale o wysokiej jakości) komedia z minimalnym zabarwieniem aspektu nazywanego komedią pomyłek.

Świetny scenariusz, równie udana gra aktorska – 2 godziny wyśmienitej zabawy dla widzów. Choć nie tylko dla widzów, bo miałem okazję zobaczyć scenę, podczas której para aktorów Julia Kamińska i Mirosław Baka (podczas dialogu patrząc sobie w oczy) się ugotowali – to określenie w żargonie scenicznym, kiedy aktorzy wybuchają śmiechem, nie mogąc poprawnie odegrać roli. A że była to komedia, to podwójnie wywołało to salwy śmiechu widowni 🙂 Przezabawne było, jak Mirosław Baka próbował doprowadzić się do porządku, żeby dalej pociągnąć dialog i mu nie wychodziło i znów wpadali w śmiechową głupawkę. Niezapomniane wrażenia! Wszyscy aktorzy zagrali na 100%, a że wśród nich tylko Julię Kamińską widziałem na scenie pierwszy raz – to muszę przyznać, że gra bardzo dobrze, równie udana rola jak choćby w filmie „Swing”. Nawet tematyka podobna do tej z filmu – nie zdradzając wielu szczegółów, wspomnę tylko, że spektakl opowiada o zabawnej próbie nakręcenia filmu pornograficznego przez amatorów.

Oprócz tych komercyjnych, a przez to drogich, przedstawień, udało mi się trafić na gościnny występ z bardziej ambitnym repertuarem. To wizyta w Szczecinie Teatru im. Wilama Horzycy w Toruniu w ramach corocznego festiwalu Kontrapunkt (dzięki czemu bilety nie różnią się zbytnio cenowo od tych sprzedawanych na przedstawienia lokalne). Lubię ten festiwal, kiedy to wśród widowni pojawiają się też aktorzy, których zna się tylko ze sceny. Siedzieć w pobliżu znanego aktora jest czymś niecodziennym.

Trwający 100 minut (bez przerwy) spektakl „Reykjavik 74” to solidna dawka teatralnych form wyrazu. Obok grupy aktorów (co ciekawe, nie schodzą ze sceny, nawet kiedy nie uczestniczą w danej scenie) istotną rolę odgrywa też scenografia (prawdziwe kawałki wulkanicznej skały z Islandii) i system multimedialny (ściana dekoracji jest również ekranem dla wyświetlanych dodatkowych scen, a do tego jeszcze sporych rozmiarów telewizor i podłączona do niego kamera, którą obsługują sami aktorzy, aby pokazywać odgrywaną właśnie scenę także z innego ujęcia). Nie zabraknie też takich scen, po jakie sięgają twórcy, aby zwiększyć wyrazistość sztuki jak choćby paradujący nago w całej okazałości mężczyzna. Pozostałych ciekawostek już nie zdradzam, kto jest zainteresowany, być może trafi na ten spektakl. Scenariusz dość zawiły, choć początkowo wydaje się być jednowątkowy, w pełni zrozumiały – końcówka jednak daje dużo do myślenia, może nawet zbyt dużo, dlatego trudno mi na końcu odebrać, jaką myśl główną autor tak naprawdę chciał przekazać widzowi, stąd ocena zaledwie 3+ (ale to bardzo subiektywnie wystawiona przez kogoś, kto preferuje w teatrze lekkie zabarwienie komediowe, a nie tragedie antyczne itp.). Poniżej zwiastun tej sztuki:

Facebooktwittergoogle_plus

6 komentarzy

  1. Ewelina 20 września 2017 Odpowiedz
  2. Sylwia 20 września 2017 Odpowiedz
  3. ladymamma.pl 20 września 2017 Odpowiedz
  4. Grzegorz Deuter 20 września 2017 Odpowiedz
  5. Marta K 20 września 2017 Odpowiedz
  6. Bielecki.es 24 września 2017 Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge