Happydays czyli jak się robi szczęście w 100 dni – Mateusz Grzeszczak

Happydays czyli jak się robi szczęście w 100 dniFoto: empik.com

Do przeczytania książki „Happydays czyli jak się robi szczęście w 100 dni” skłoniła mnie recenzja w sieci. Autorem tej pozycji jest Mateusz Grzesiak, nie znałem wcześniej tego nazwiska, mimo że jest on ponoć bardzo znanym szkoleniowcem, coachem (podobnie było wcześniej z Michałem Wawrzyniakiem i jego książką).

Mateusz Grzesiak napisał tę książkę w formie 100 krótkich rozdziałów, po 2-3 strony każdy. Są to zapiski pewnego okresu z jego życia, chodzi o 100 dni z 2015 roku (zatem książka ma świeżą treść), gdzie umieszczał prócz wydarzeń bieżących z jego ciekawego życia także liczne przemyślenia na temat różnych aspektów szczęścia. Ta formuła sprawia, że mamy do czynienia z dość nietypową formą książki.

Dodatkowo na końcu każdego rozdziału znajduje się ćwiczenie do wykonania przez czytelnika w formie pytania zadanego czytelnikowi, aby ten dzięki analizie swojego dotychczasowego życia i planów na przyszłość odpowiedział sobie, jak poprawić dany aspekt swojego życia, aby uczynić je szczęśliwszym. Często ćwiczenia wymagają dużo pracy, a przy tak krótkich rozdziałach i wciągającej książce nie każdy je od razu wykona. Można zatem książkę przeczytać dwa razy i dopiero za drugim razem wykonywać poszczególne ćwiczenia.

Celem zachęty do zapoznania się z tą książką przybliżę kilka aspektów w niej poruszanych. Często porady są dość proste, a uważam, że prostota w życiu jest bardzo ważna. I tu podam przykład dwóch tytułów z pierwszych rozdziałów, które wystarczają za całą ich treść. Pierwszy mówi o tym, że:

Szczęście to umieć korzystać z tego, co się ma”.

Kolejny przykład: wniosek jest może mniej oczywisty, ale sam do niego kiedyś doszedłem, zanim jeszcze zacząłem czytać tego typu mądre książki, których recenzjami od czasu do czasu się dzielę na blogu. Wniosek ten (będący tytułem czwartego rozdziału) mówi o tym, że:

Szczęście ma wartość dopiero wówczas, gdy możesz się nim dzielić”.

Podczas pełnej atrakcji podróży przez Włochy często zadawałem sobie pytanie „ciekawe, co za chwilę będzie”, gdyż to nie ja zaplanowałem tę wycieczkę, nie miałem też w głowie jej szczegółów. A wydarzało się wiele ciekawych rzeczy przy tak napiętym planie każdego dnia (w ciągu tygodnia autokarem pokonaliśmy ponad 4000 km). I to w pewnym stopniu skojarzyło mi się z wnioskiem z rozdziału 7. nawiązującego do mojego zwiedzania „Przewidywalność daje bezpieczeństwo, ale niestety nudzi”.

Nie twierdzę tu, że należy być wyłącznie spontanicznym człowiekiem, bo niektórzy mylą to z byciem chaotycznym, a nadmiar chaosu nie pozwala utrzymywać balansu w życiu. Słowo balans jest tu kluczowe, bo pokazuje jakiś kompromis między nadmierną przewidywalnością naszych działań życia codziennego (chodzi o planowanie) a totalnym chaosem.

Podróże pozwalają nie tylko zachwycać nam się nieznanymi widokami, zabytkami. Pozwalają dostrzec odmienność między naszą kulturą, stylem życia, a innymi – dotyczy to np. zachowania ludzi, ale i np. lokalnych potraw, które warto próbować (zamiast udawać się do najbliższego punktu McDonalds). Jak twierdzi Grzesiak „bez kontrastu nie ma wzrostu”, a wzrost to rozwój, przeciwieństwo stagnacji.

Wspomniane wcześniej planowanie nie oznacza, że musimy mieć wszystkie najbliższe działania spisane w terminarzu. Bardziej chodzi tu o przemyślane kroki do realizacji celów, które wcześniej zdefiniowaliśmy. Posiadanie takich celów i dążenie do nich odróżnia ludzi (czasem nazywanych ludźmi dążącymi do sukcesu) aktywnych od tych preferujących stagnację:

Świat się dzieli na tych, którzy realizują to, co planują, i na tych, którzy szukają tłumaczeń, dlaczego coś nie jest możliwe”.

Realizacja celów często oznacza wytężoną pracę przez wiele godzin dziennie (choć w przypadku realizacji wielu celów owa praca jest najczęściej zgodna z naszymi zainteresowaniami, przez co człowieka tak bardzo ona nie męczy). I tu warto rozprawić się z jednym z wielu przekonań, które nas blokują: „należy wyzbyć się patologicznych przekonań, że jak ktoś dużo pracuje, to nie dba o rodzinę, a ten, kto pracuje mało, to o nią dba”.

W tej książce jest cała masa tego typu porad pozwalających nam udoskonalić swój sposób postępowania, byśmy to my i ludzie, na których nam zależy, byli szczęśliwi. I dlatego uważam, że warto tę książkę przeczytać (tu link do porównywarki z najlepszymi cenami tej książki), jest świetna zwłaszcza dla początkujących w rozwoju osobistym.

Pamiętajmy jednocześnie, że nie jesteśmy w stanie (i nie powinniśmy próbować) zadowolić wszystkich ze względu na często sprzeczne ich oczekiwania – w świetny sposób przekazał to Mateusz Grzesiak:

Nie jesteś zielonym dolarem, by się każdemu podobać”.

Facebooktwittergoogle_plus

10 komentarzy

  1. Ewelina 27 listopada 2016 Odpowiedz
  2. Agnieszka 27 listopada 2016 Odpowiedz
  3. Ama Nda 27 listopada 2016 Odpowiedz
  4. PhiloCaro 28 listopada 2016 Odpowiedz
  5. PhiloCaro 28 listopada 2016 Odpowiedz
    • Grzegorz Deuter 2 grudnia 2016 Odpowiedz
  6. Daria Świetlik 12 stycznia 2017 Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge