O procentach słów kilka, czyli nie daj z siebie zrobić idioty

ProcentyCi bardziej ogarnięci, którzy znają się na procentach, zaczynają nimi manipulować techniką „procent z procentów”, np. w reklamach typu „zwrócimy Ci 20% odsetek od kredytu”, jeśli spełnisz jakieś tam warunki. Mniej zorientowani pomyślą, że to świetna okazja, gdzie to dają, trzeba lecieć, bo zabraknie! Ale jaka jest prawda?

Oprocentowanie kredytu często składa się z marży (i innych kosztów stałych, czasem jakiś ubezpieczeń) oraz części zmiennej, np. według wskaźnika WIBOR lub nowo wdrażanego w 2023 roku WIRON. Banki mogą zatem elastycznie regulować te składowe, żeby wyjść na swoje, mogą np. mniejsze obciążenie ustanowić w części zmiennej. Jeśli przykładowo powiedzmy WIBOR wynosi 5% w skali roku, to oznacza, że zwrot 20% odsetek kredytu daje nam obniżenie jego kosztu o zaledwie 0,2 * 5% = 1%! Jak widać ten 1% nazywany poprawnie punktem procentowym owej obniżki brzmi mniej efektownie od 20% odsetek…

Żerowanie na najsłabszych

      Podobna sytuacja manipulacji pojawia się w brutalnym świecie chorych na raka, gdzie często wmawiają nam zwiększenie przykładowo o 50% szans na przeżycie po zastosowaniu terapii cechującej się zwykle potwornymi skutkami ubocznymi (w jakimś tam konkretnym typie choroby nowotworowej). Ale co to może oznaczać w praktyce? Że jeśli przeżywalność 5 lat od diagnozy wynosi 4% dla osób (to tylko przykład, bo w różnych typach choroby są inne wskaźniki), które nie podjęły żadnego leczenia. A tych, którzy wdrożyli klasyczne leczenie (typu chemia, naświetlania – czyli często bardzo uciążliwe leczenie, z ogromnymi skutkami ubocznymi) ocenia się na szansę przeżycia na 6% (tylko 6 osób na 100 przeżyje te 5 lat i nikt nie twierdzi, że w pełnym zdrowiu), to faktycznie skuteczność leczenia podnosi o 50% wskaźnik podstawowy, ale…

No właśnie! Rzeczywisty poziom szans na przeżycie wzrósł w tym przykładzie tylko o 2 punkty procentowe z 4% do 6%! Czy to kogoś zadowoli i przestanie w takiej sytuacji szukać innych, alternatywnych sposobów na wyzdrowienie? Tyle, że zmanipulowaną wartość 50% zaprezentuje mu lekarz! A pacjent w swej niewiedzy pójdzie na te uciążliwe terapie zamiast szukać prawdziwego zdrowia…

A najczęściej o to systemowi drogiego (opłacanego z pieniędzy budżetowych czyli odebranych wcześniej wszystkim Polakom z ich składek zdrowotnych) klasycznego lecznictwa chodzi, aby ludzie nie szukali dróg alternatywnych (te wręcz się szkaluje, oczernia i stara się zabraniać korzystania z dobrodziejstw tysięcy lat doświadczeń wcześniejszych pokoleń)… Dlatego zawsze należy drążyć temat co do wartości bezwzględnych, a nie zadowalać się danymi marketingowymi typu procenty z procentów!

To gdzie ta równość wobec prawa (podatkowego)?

Wartości procentowe wzbudzają też i inne emocje, zarówno u tych biednych jak i ogarniętych życiowo bogatych. Chodzi o podatki.

Jeśli ktoś zarabia np. średnią krajową, to płaci X zł podatku dochodowego (od kwoty powyżej tej, jaką zdefiniowano za wolną od opodatkowania – w 2022 roku podniesiono ją do poziomu 30 000 zł, wcześniej była wielokrotnie niższa). Ale jak ktoś zarabia więcej, to powinien też więcej tego podatku płacić – to oczywiste.

Większość ludzi jednak zwrot „więcej podatku” źle interpretuje. Czy biznesmen zarabiający 40 średnich krajowych miesięcznie powinien płacić 40 razy większy podatek, czyli tyle co 40 ludzi zarabiających średnią krajową? Niby logiczne i sprawiedliwe! Ale musi zapłacić nie 40 lecz znacznie więcej razy większy podatek (czyli procentowo zamiast 12% to powyżej pewnej kwoty rocznych zysków (wejście w II próg podatkowy) odbiera mu się aż 32% dochodu)! Bo płaci go według wyższej stawki podatkowej, to takie podejście współczesnego Janosika – bogatym zabierać i rozdawać biednym (a raczej wtłaczać te pieniądze w biurokratyczną machinę). Bo tak sobie obmyślili biedni, stosować progresywne podatki – to niestety prowadzi do mniejszej motywacji wysoko zarabiających, czyli najczęściej pracodawców prywatnych.

Porównajmy (oprocentowanie i skale podatkowe z 2022 roku) 2 przypadki. Jeśli przeciętniak zarobił w roku 100 000 zł, to zapłaci (100 000 – 30 000) * 12% = 8400 zł podatku. A jeśli obrotny pracownik zarobił 4 000 000, to zapłaci (120 000 – 30 000)*12% + (4 000 000 – 120 000) * 32% = 10 800 + 1 241 600 = 1 252 400 zł podatku (to jest ponad 149 razy tyle co podatek przeciętniaka, choć zarobił tylko 40 razy tyle, co przeciętniak). I to ma być ta sprawiedliwość? Ten przykład i tak nie jest kompletny, bo dla osób zarabiających powyżej 1 miliona rocznie jest jeszcze dodatkowa kara (ekstra podatek!), tzw. podatek solidarnościowy. Wysokość daniny solidarnościowej to 4% nadwyżki z dochodu przekraczającego 1 milion złotych…

Oczywiście są obecnie możliwości przejścia na podatek liniowy dla przedsiębiorców, ale ten nie zawsze w naszym kraju był dostępny i wciąż są zakusy, aby utrudniać życie tym bardziej obrotnym, więc muszą oni włożyć dodatkowy wysiłek, żeby rozeznać się w zawiłościach podatkowych, aby nie tracić ponad rozsądną miarę.

To przykład, że gdyby nie podatek liniowy dla przedsiębiorców, to mielibyśmy do czynienia z brakiem motywacji prowadzącym do mniejszych chęci rozwijania swojego biznesu i zatrudniania kolejnych pracowników i tak trafiamy na prostą blokadę hamującą szanse na zwiększanie zatrudnienia…

Ponadto nie każdy, kto dużo zarabia, to szef firmy, są np. lekarze ciągnący po kilka etatów, żeby np. spłacać ogromne raty kredytu mieszkaniowego – czy oni też muszą być tak źle traktowani podatkowo? Żeby móc tyle zarabiać, musieli przejść przez wiele lat ciężkiego zdobywania zawodu, a obecnie pracują za dwóch (czy trzech – bo brakuje obsady w szpitalach) i za to im się tak obrywa?

Facebooktwitter

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.