Wątpliwości wobec oszczędzania

Jak oszczędzać na wydatkach, wodzie i na czym nie wartoPrzez ostatnie lata przeczytałem mnóstwo wpisów na blogach, gdzie ich autorzy prezentowali pomysły na temat możliwości oszczędzania. Wiele z nich było ciekawych, ale czasem pomysłodawców ponosiła wyobraźnia, nie można popadać ze skrajności w skrajność. Przykładowo ktoś proponował napełnianie baniaków wodą po kąpieli, żeby wykorzystać ją do spłukiwania wody w sedesie, dopiero po dłuższym czasie przyznał, że to absurd, bo czas spędzony na napełnianiu baniaków nijak się miał do zysków po przeliczeniu ceny wody…

Ktoś inny nauczył rodzinę, żeby nie spuszczać wody po wysikaniu się, ponoć wystarczy zamykać klapę – później dodał, że jedynie trzeba pamiętać, by spuścić wodę, gdy mają przyjść goście – masakra jakaś!

Co prawda są już rozwiązania technologiczne, aby automatycznie gromadzić wodę z prysznica do późniejszego wykorzystania w sedesie, ale… Czy koszt instalacji (trzeba mieć jeszcze na nią miejsce) i późniejszego serwisowania (to jednak brudna woda, pełna mydła, złuszczonego naskórka, włosów – zatem jakieś filtry są niezbędne, inaczej szybko sedes z tym systemem ulegnie awarii, a opłaty za hydraulika do niskich nie należą) aby na pewno zwróci się?

Są też i pomysły, aby wyłączać w pełni urządzenia na noc, a nie tylko wprowadzać je w tryb standby (telewizor, odtwarzacz DVD, wzmacniacz, komputer, dekoder kablówki itp. urządzenia elektronicznie). Faktycznie, trochę da się na tym oszczędzić i choć to kłopotliwe, bo w wielu przypadkach jedyną możliwością jest wyciągnięcie wtyczki (czyli w praktyce wielu wtyczek każdego wieczora). Wpadłem nawet na pomysł, jak to zrobić w wygodny sposób. Wystarczy kupić listwę przeciwprzepięciową z wieloma gniazdami i wyłącznikiem – jednym pstryknięciem można wszystkie urządzenia w pobliżu odciąć od zasilania. Sam z tego nie korzystam, bo przykładowo sporo programów w telewizji nagrywam w nocy dzięki dekoderowi z dyskiem, który udostępnia mi sieć kablowa.

Jeśli należysz do grona gadżeciarzy i masz sporo urządzeń zasilanych akumulatorami, które dość często ładujesz, to ciekawym rozwiązaniem może być ładowarka solarna, choć tu nie mam potwierdzenia, że jej zakup i użytkowanie w długim czasie się zwróci i pozwoli zaoszczędzić trochę pieniędzy na energii elektrycznej. Ale podczas podróży może się przydać.

Zupełnie nie mam przekonania do tego dziwnego zapału namawiania na lampy energooszczędne. Owszem, w ogólnym rozrachunku świetlówki mimo wysokiej ceny są oszczędniejsze (około 5 razy mniejsze zużycie energii), bo wystarczają na dłużej (choć to bzdura, bo nie ma żadnych przeszkód, aby produkować trwalsze żarówki, to tylko przemysł określił ich średnią trwałość na 1000 godzin i się tego trzyma, bo inaczej poszliby z torbami). Ale na świetlówki trzeba uważać, bo są śmiertelnie niebezpieczne, trzeba je właściwie utylizować (pod żadnym pozorem nie wolno wyrzucać do śmieci), bo opary rtęci unoszące się po pęknięciu szkła są bardzo szkodliwe dla zdrowia. Ponadto światło nie jest tak dobre, jak oferowane przez tradycyjne żarówki.

Nawet te świetlówki określane jako dające „ciepłe” światło nie są w mojej ocenie w stanie zastąpić tradycyjnego oświetlenia. Najgorzej jednak radzą sobie lampy LEDowe, czyli wykorzystujące diody świecące, które są najdroższe i dają najgorsze, raczej „zimne” światło (wystarczy wziąć do ręki cytrynę i ocenić, czy jest ona w takim świetle faktycznie żółta, czy jakby zielonkawa – bowiem połączenie barw niebieskiej z LEDów i żółtej z cytryny daje właśnie mieszankę zielonkawą). Do tego tańsze modele LED są beznadziejne pod względem stabilności, dają bardzo męczące dla wzroku drganie natężenia światła zgodne z częstotliwością zasilania sieci, czyli 50 Hz. Nie cofajmy się w rozwoju cywilizacyjnym – jeśli to tylko możliwe!

Dla mnie wzrok jest cenniejszy od drobnych oszczędności! U siebie korzystam z połączenia dwóch spiralnych świetlówek „ciepłych” i jednej żarówki halogenowej (która poprawia barwę całego światła w pokoju, a sama zużywa tylko 70% energii w porównaniu do żarówek tradycyjnych).

Są i tacy, którzy przesadzają z oszczędnościami w ogrzewaniu, wmawiając sobie i czytelnikom, że lepiej się żyje, gdy w mieszkaniu jest 18 stopni, na pewno nie każdemu. Inni z kolei nie dość, że sporo wydali na najlepsze okna energooszczędne (to popieram, bo warto), to jeszcze kombinują, nie przestrzegając reguł (takie okna powinny mieć odpowiednie mikrorozszczelnienie), blokują całkowicie przepływ powietrza, np. zatykając wentylacyjne kratki w mieszkaniu – to prowadzi do jego zawilgocenia, co objawia się skraplaniem wody na szybach, a do tego pojawia się zagrzybienie mieszkania, bardzo niebezpieczne dla zdrowia – o niedotlenieniu mieszkańców już nie wspominając. Po to projektant opracował kratki wentylacyjne, by do tego nie dopuścić. A jeśli chcemy zimą zaczerpnąć świeżego powietrza, to powinniśmy wcześniej wyłączyć ogrzewanie i wietrzyć pomieszczenie krótko, ale intensywnie, a nie z lekkim uchyleniem okna przez długi czas.

Gdzie jeszcze nie oszczędzam? Na pewno na czasie związanym z wyborem odpowiedniego modelu urządzenia, które ma mi służyć latami. I tu wyjątkowo nie przeliczam godzin spędzonych w sieci nad opisami produktów i komentarzami kupujących na to, ile mógłbym w tym czasie zarobić. Bo liczy się późniejsza wygoda i komfort użytkowania, brak problemów, awarii itp. Dotyczy to takich urządzeń jak telewizor, pralka, lodówka (i jako przykład podam niby taki banał, że tzw. energooszczędne lodówki mają taką wadę, iż ową oszczędność uzyskują między innymi dzięki grubym ściankom, a to zmniejsza wewnętrzną pojemność w stosunku do zewnętrznych rozmiarów porównywalnego starszego modelu – o takich szczegółach warto wiedzieć przed a nie po zakupie).

Na pewno nie należę do takiego tłumu, który podejmuje atak na nowo otwieraną Biedronkę czy nawet całą galerię handlową. Owszem, po przeczytaniu tej relacji przyznaję, że pewna część osób tam stojących miała jakąś przemyślaną wizję oszczędnego zakupu, ale zapewne zdecydowana większość tłumu poddała się procesowi impulsywnego zakupu, bo tak tanio to już nie będzie – tylko czy każdy zakup był im do życia potrzebny?

Są i tacy, którzy uważają, że warto częściej zmieniać sprzęty, niż mogą one nam służyć do czasu poważnej awarii, a uzasadnieniem ma być to, że nowsze sprzęty są tańsze w eksploatacji. Być może, ale zwykle sporo nas taki zakup może kosztować, a w XXI wieku i tak producenci dbają o to, żeby urządzenie zbyt wiele lat bezawaryjnie nie działało, stąd szacunki typu: po X latach zwróci nam się zakup, bo oszczędzimy na energii elektrycznej zwykle są rozgrywką hazardową (któż może wiedzieć, czy urządzenie owe X lat wytrzyma?).

Nie przekonują mnie również porady typu: spróbuj domowej produkcji wina. Jeżeli taka produkcja nie jest Twoją pasją, to na pewno wygra zasada: czas to pieniądz. Przy produkcji samodzielnej może i taniej nam wyjdzie kupno produktów, ale gdy doliczysz czas włożony w ten proces (przelicz go na swoją stawkę roboczogodziny) i fakt, że część butelek rozdasz znajomym i rodzinie, żeby pochwalić się rewelacyjnym produktem – to na pewno o oszczędnościach nie można tu mówić – wyłącznie o nieprzeliczalnej finansowo satysfakcji.

Nie polecam też tzw. efektywnego wykorzystywania czasu i korzystania z niby tańszych (niż książki tradycyjne) audiobooków w trakcie prowadzenia samochodu. To może sprawdza się w USA na świetnych, choć momentami zakorkowanych autostradach, ale nie w jeździe po naszych ciasnych, mocno zakorkowanych miastach. Jest sporo doniesień co do tego, że bardzo wzrasta ryzyko wypadku osoby zbytnio skupionej na słuchaniu takich treści (podobnie jest z rozmowami przez komórkę nawet z wykorzystaniem zestawu głośnomówiącego).

Popieram bycie eko, czyli np. drukowanie dwustronne kartek papieru, ale pamiętaj o jednej zasadzie. Nie wolno używać już zadrukowanej jednostronnie drukarką atramentową kartki papieru do robienia wydruków na drugiej, czystej stronie papieru, ale już na drukarce laserowej, to może narazić Cię na spore koszty czyszczenia lub naprawy takiej drukarki! Odwrotna kolejność użycia drukarek jest do zaakceptowania.

Na jednym z blogów przeczytałem taką oto wątpliwą poradę: zatrudnij się w komisji wyborczej. Jeśli naprawdę masz mało kasy, to możesz zaryzykować (ostatnio podnieśli stawkę), ale trzeba mieć świadomość, że nigdy nie wiadomo, ile czasu zajmie Ci faktycznie ta praca, co pokazała porażka systemu informatycznego w wyborach samorządowych z 2014 roku, gdzie wielu ludzi stało się zakładnikami prawa!

Na pewno lista takich przykładów nieracjonalnego podejścia do oszczędzania jest dużo dłuższa, niż przedstawiłem powyżej, ale sam powinieneś włożyć trochę wysiłku w weryfikowanie różnych zaleceń pojawiających się na wielu blogach z poradami tego typu. Może nawet moje sugestie z wcześniej opublikowanego cyklu nie w pełni Ci przypadną do gustu.

Facebooktwittergoogle_plus

5 komentarzy

  1. marcin 31 sierpnia 2015 Odpowiedz
  2. Grzegorz Deuter 31 sierpnia 2015 Odpowiedz
  3. Pauline 30 października 2016 Odpowiedz
  4. Natalia 15 grudnia 2016 Odpowiedz
  5. Ladyf123 15 grudnia 2016 Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge