Sezon teatralny 2018/2019 – część 2

Nerwica natręctw - teatrPierwszą część opisu sezonu teatralnego 2018/2019 opublikowałem 16 grudnia, podkreślając, że 6 przedstawień obejrzanych w pierwszej części tego sezonu, to dobry rezultat. Okazało się, że rok 2018 nie skończył się na tej liczbie, bo na 3 dni przed końcem roku wybrałem się raz jeszcze do Teatru Współczesnego w Szczecinie na lokalne przedstawienie „Fanny i Aleksander”. Miał to być dla mnie rekord pod względem trwania sztuki (4 godziny i 5 minut, wliczając w to jedną przerwę) i był. Ale także rekord pod względem cierpliwości, bo w mojej ocenie spektakl zbytnio się rozciągał w czasie, a całość ratowały tylko duża liczba aktorów (20 osób, które dobrze się przyłożyło do swoich ról) i bardzo rozbudowana dekoracja (wiele scen zmieniano za kulisami, a dekoracje wjeżdżały na platformach (całe gotowe sceny wraz z aktorami).

Akcja dzieje się w Szwecji w 1907 roku i jest obrazem tamtejszej mentalności podejścia do rodziny, męskich wyskoków i (prawie) całkowitego podporządkowania kobiet mężczyznom. Ogólnie mocno depresyjny w swej wymowie temat. Spektakl ten mogę polecić jedynie wytrwałym widzom, którzy preferują ambitne sztuki, nie oczekując żadnej komediowej otoczki.

Zdecydowanie inny wydźwięk miało pierwsze w 2019 roku obejrzane przeze mnie przedstawienie „Nerwica natręctwTeatru Gudejko z Warszawy. Genialna komedia o zaskakującym scenariuszu w doborowej obsadzie (patrz foto na początku tego wpisu). Akcja dzieje się w poczekalni wziętego psychiatry, specjalisty od przypadków niemal beznadziejnych. Do samego końca zaskakująca, rozwijająca się sytuacja sześciorga pacjentów (jest nad czym główkować i warto być uważnym odnośnie szczegółów) opowiedziana w niezwykle komiczny sposób.

Prawie wszystkich aktorów miałem już okazję wcześniej podziwiać na deskach scen teatralnych i muszę przyznać, że do tej sztuki włożyli całe swoje serce (o co zadbał reżyser Artur Barciś). Ja zwykle świetnie spisali się Zdzisław Wardejn i Andrzej Zieliński (ten człowiek zachowuje się na scenie tak naturalnie, jakby nie odgrywał żadnej roli – znając aktorów tylko z ekranu telewizyjnego trudno dostrzec takie szczegóły). Nietypowo obsadzono Katarzynę Ankudowicz, maskując peruką, okularami i silnie kontrastującą z ubiorem wyrazistą czerwoną szminką jej znany z seriali telewizyjnych bardziej naturalny wygląd. Najtrudniejsza jednak rola przypadła młodej aktorce Karolinie Sawce (wspominałem o niej przy okazji opisu poprzedniego sezonu teatralnego), której rola wymagała powtarzania każdej wypowiedzi dwukrotnie (grała pacjentkę z tego typu schorzeniem).

Polecam tę komedię każdemu, oceniam ją na 5 (w studenckiej skali ocen od 2 do 5) – podzielono ją nietypowo na dwa akty, z których pierwszy trwał jedynie 35 minut, a drugi po kwadransie przerwy był dłuższy, bo trwał 50 minut (zwykle w dwuaktowych spektaklach proporcje są odwrotne lub z czasem pół na pół).

W stosunkowo krótkim czasie okazało się, że trafiłem na koleją sztukę dziejącą się w gabinecie psychoterapeuty. W gościnnej komedii „Zacznijmy jeszcze raz” na scenie pojawia się dwoje bohaterów: pacjent, wzięty producent filmowy (Tomasz Sapryk) oraz jego terapeutka (Aldona Jankowska). Jednoaktowe przedstawienie trwające zaledwie 80 minut pełne było humoru i do końca nieco zagadkowe, przez co finał jest ciekawie odbierany przez widzów, którzy zbytnio nie wczytali się w opis sztuki (sam więc szczegółów nie zdradzę). Oceniam na solidną 4+. Jako że aktorzy pojawili się na mojej nieulubionej sali Teatru Pleciuga, gdzie jest fatalna akustyka (słabo słychać w dalszych rzędach) zagłuszana dodatkowo szumiącymi wentylatorami, to z zadowoleniem przyjąłem fakt, że w końcu aktorzy zagrali z mikroportami (z udziałem nagłośnienia). Poniżej zwiastun tego spektaklu:

Chodzenie do teatru latem (upalne dni bywają już w drugiej połowie wiosny) to zawsze ryzyko, gdy nie wiemy nawet czy dana sala ma działającą klimatyzację. Tak pechowo trafiłem w czerwcu 2019 roku (a bilety kupuję zwykle z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem), gdy wybrałem się na gościnny spektakl, na potrzeby którego wynajęto główną salę Teatru Współczesnego w Szczecinie. Na zewnątrz ponad 30 stopni, w środku brak chłodzenia widowni, a zapewne i samej sceny. A to już największy koszmar każdego aktora. Oświetlenie zawsze mocno dogrzewa grających aktorów i tym razem było to mocno widać po spoconych aktorach (a mieli oni zagrać dwa spektakle pod rząd, z krótką 20 minutową przerwą!). Nie zazdroszczę im tego, wiem jednak, że starali się, jak mogli i sprawę ciut ułatwiał scenariusz, gdzie bohaterowie w drugiej połowie akcji mieli być solidnie pod wpływem alkoholu.

Mowa o spektaklu „Żona potrzebna od zarazTeatru Komedia z Warszawy. To już kolejna prosta komedia pomyłek (choć samych zawiłości i zaplątania się w kłamstwie przez bohaterów nie było przesadnie dużo). Sam tytuł spektaklu zdradza wystarczająco wiele, żebym nie musiał już więcej wprowadzać w akcję. Sztuka zabawna, a przede wszystkim dobrze zagrana, z jedną przerwą trwająca łącznie 130 minut – ocena: solidna 4+. Mimo trudnych warunków termicznych aktorzy przyłożyli się solidnie, zwłaszcza grający główną rolę Przemysław Sadowski. Dla mnie osobistą korzyścią było zobaczenie pierwszy raz na scenie ulubionych aktorek (znanych wcześniej jedynie z telewizji) Weroniki Książkiewicz i Klaudii Halejcio (no i aktorsko się nie zawiodłem – a jak wiadomo deski sceniczne weryfikują wszystko).

Nie każde z lokalnych przedstawień jest tak jakby hardkorowe jak wspomniane na początku „Fanny i Aleksander”. W Teatrze Polskim w Szczecinie miałem szansę obejrzeć spektakl „Lepiej już było”. To ciekawa opowieść o zabarwieniu zarówno komediowym jak i refleksyjnym charakterze. Porusza bowiem problem starości ludzi samotnych, którym poza dokuczającą samotnością brakuje pieniędzy na życie (żywność, leki czy choćby kremację zdechłego kota). Ciekawie opowiedziana historia emerytowanej aktorki, zabawne sceny, pozytywne zakończenie. Czego chcieć więcej? Na scenie aż 11 aktorów zapewni widzom dwie godziny (w tym jedna przerwa) dobrej zabawy – polecam każdemu (poszukajcie też w swoim mieście, zdarza się to dość często, że popularne sztuki gra wiele zespołów w różnych częściach kraju, np. w Warszawie też grają to przedstawienie).

Nie udało mi się dociągnąć do 12 spektakli w sezonie, bo ostatni spektakl, na który się wybrałem pod koniec czerwca, po prostu został odwołany ponoć z przyczyn technicznych na kilka godzin przed planowanym rozpoczęciem i dowiedziałem się o tym dopiero będąc na miejscu… Na szczęście to lokalne przedstawienie, więc będzie szansa zobaczyć je w nowym sezonie.

Facebooktwitter

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge