Sekrety amerykańskich milionerów

Sekrety Amerykańskich Milionerów - kim jest milioner z sąsiedztwaW latach 80. i 90. XX wieku w USA przeprowadzono ogromną liczbę szczegółowych badań ankietowych, co pozwoliło na wyciągnięcie dość zaskakujących wniosków. Badania te dotyczyły cech szczególnych z punktu widzenia finansowego amerykańskich rodzin, a rezultaty opisali Thomas J. Stanley i William D. Danko w książce „Sekrety amerykańskich milionerów” – to tytuł polski, bo oryginalny w tłumaczeniu odnosił się do milionerów z sąsiedztwa.

Postanowiłem opisać II polskie wydanie z 2013 roku, choć w USA książka pojawiła się już w 1996 roku – mimo to wnioski są jak najbardziej aktualne (wadą II wydania jest to, że powstało przez zeskanowanie poprzedniej wersji i użycie procesu rozpoznawania treści, które niestety jest zawodne i aż roi się od charakterystycznych dla tego procesu błędów typu „rn” zamiast „m” – zupełnie nie popisał się korektor, o ile ktoś taki nadzorował to wydanie). Sprawdź w porównywarce najniższą cenę.

Jednym z głównych wniosków jest to, że ludzie na całym świecie (w tym w USA) błędnie postrzegają milionerów jako tych, którzy zdobyli majątek w spadku, w wyniku udanej kariery sportowej lub dzięki wygranej w lotto. Okazuje się, że tych dziedziczących fortuny jest zdecydowana mniejszość (kilkanaście procent, ponadto kolejne pokolenia zwykle doprowadzają do roztrwonienia majątku), natomiast aż 80-85% (w zależności od przeprowadzanych badań) przypadkach milionerami zostają ludzie dzięki swej pracy, a sportowców i wygrywających w lotto jest tak mało w stosunku do całej rzeszy milionerów, że można to traktować jako mało zauważalną grupę (do tego są to najczęściej ludzie nieprzygotowani do bycia milionerami, więc w wielu przypadkach po kilku latach ich majątek kurczy się do zera).

Większość ludzi nie należy do bogatych (w USA liczba milionerów wahała się między 3,5 a 4%, wzrost w kolejnych latach wynikać będzie głównie z inflacji, a nie z powodu wzrostu zamożności społeczeństwa), dlatego cała reszta stanowiąca dominującą większość ma często negatywny obraz milionerów: „Krytykujemy ludzi bogatych, bo są dla nas wyrzutem sumienia. Bo uświadamiają nam, że są od nas lepsi.” – i tak naprawdę: „Bogactwo, majątek jest najczęściej owocem ciężkiej pracy, uporu, systematyczności, a w jeszcze większym stopniu, samodyscypliny. (…) Większość z tych, którzy stają się milionerami to ludzie posiadający wiarę we własne możliwości”.

Oprócz wymienionych (przez pogrubienie) powyżej dwóch cech jest jeszcze trzecia charakteryzująca milionerów z sąsiedztwa. Autorzy książki określili to jako gospodarność (co ja do tej pory określałem mianem racjonalnego oszczędzania) będącą kluczem do stałego powiększania swego majątku. I tu dochodzimy do sedna sprawy – zdecydowana większość amerykańskich milionerów to ludzie nierzucający się w oczy, mieszkający w dzielnicach wśród ludzi niezamożnych, racjonalnie wydający pieniądze na samochody, ubrania, zegarki. Kim więc są osoby, które rzucają się w oczy, jeżdżąc drogimi samochodami, ubierając się w drogie, szyte na miarę garnitury i nosząc zegarki za kilkanaście tysięcy dolarów? Okazuje się, że „Najczęściej jest to personel średniego szczebla w spółkach korporacyjnych, a także adwokaci, specjaliści od marketingu, handlowcy i lekarze” – u nas nazywa się ich przedstawicielami klasy średniej, w praktyce to ludzie o ponadprzeciętnych zarobkach i równie ponadprzeciętnych wydatkach. A ta skłonność do nadmiernych wydatków utrudnia im zostanie milionerami.

Jest jeszcze jeden aspekt, zarabiane i odkładane w celu akumulacji majątku pieniądze powinny być w rozsądny sposób inwestowane (w różne formy, czyli z wykorzystaniem dywersyfikacji), to zapewnia ochronę kapitału przed inflacją, a zysk może też w pewnym stopniu przekraczać ową wartość inflacji, co dzięki procentowi składanemu przyspiesza proces przyrostu majątku, który w przyszłości ma zapewnić nam wolność finansową. Inwestowanie wymaga odpowiedniej wiedzy, jej ustawiczne pozyskiwanie jest ważne, bowiem nie da się polegać wyłącznie na różnej maści doradcach finansowych. Problemem jakości tych doradców jest zwykle to, że sami nie są dla siebie wystarczająco skutecznymi doradcami, co łatwo sprawdzić, pytając ich o stan ich osobistego majątku na tle rocznych zarobków. Nie ma sensu słuchać rad specjalisty od inwestycji, który sam nie potrafi stać się zamożnym człowiekiem – a tych niestety jest większość…

W książce pojawia się kilka dość uogólnionych zasad dotyczących zależności zarobków, majątku netto i wartości kredytu hipotecznego. Twoja wartość netto (wszystkie składniki Twojego majątku (o wartości realnej do spieniężenia) pomniejszone o zobowiązania (długi, kredyty)) powinna przeciętnie wynosić tyle, ile średnioroczne zarobki pomnożone przez Twój wiek i podzielone przez 10 (oczywiście nie dotyczy to ludzi dopiero wchodzących na rynek pracy, poza tym nie zawsze pasuje to do osób długo kształcących się przed rozpoczęciem zawodowej kariery, np. lekarzy, ale myślę, że po 10 latach pracy można spokojnie stosować tę zasadę, aby przekonać się, czy nie żyjemy nazbyt rozrzutnie, bo szansa stania się milionerem będzie się oddalać). Np. osoba zarabiająca średnio 50 000 zł rocznie, mając 40 lat powinna mieć majątek w wysokości 200 000 zł. Druga reguła ułatwiająca dojście do zamożności dotyczy kredytu na zakup mieszkania: nie powinno się pożyczać więcej, niż wynosi dwukrotna wartość Twoich rocznych zarobków brutto.

Autorzy spory rozdział poświęcili posiadaniu samochodów, co jak wiadomo dla Amerykanów jest jedną z (kulturowych) podstaw egzystencji. Wyraźnie daje się zauważyć, że milionerzy z sąsiedztwa kupują zwykle praktyczne i używane samochody (np. trzyletnie, a nie piętnastoletnie – jak to u nas bywa, gdy mowa o używanych), dzięki temu nie wydają przesadnych kwot na pojazdy z salonu, no i nie rzucają się w oczy – to dlatego tak trudno ocenić, kto jest prawdziwym milionerem z sąsiedztwa. Pozory bowiem mylą i (o czym już wcześniej wspomniałem) najczęściej to stosunkowo wysoko zarabiający lekarze, prawnicy rzucają się na drogie modele samochodów (wedle zasady – jak Cię widzą, tak Cię piszą), drogie w utrzymaniu domy – co sprawia, że ich majątek netto nie może (mimo wysokich zarobków) dojść do pułapu zostania milionerem.

W książce znalazłem też ciekawą i ważną wskazówkę, chodzi o budowanie sieci biznesowo-towarzyskich, które są ważną samonapędzającą się maszyną do zarabiania pieniędzy. Jeśli ktoś korzysta z naszych usług, może też czasem potrzebować innych specjalistów, których my akurat znamy, więc możemy polecić ich naszemu klientowi. Specjaliści ci będą się starali odwdzięczyć tym samym, przez co i do nas trafią nowi klienci „z polecenia”.

Autorzy na podstawie wielu przeprowadzonych wywiadów ankietowych doszli do ciekawych wniosków co do zależności między rodzicami a ich dziećmi. Warto wspierać edukację dzieci, natomiast inaczej należy postępować, gdy one już dorosną: „Im więcej pieniędzy podarujesz dorosłemu dziecku, tym mniej jest ono w stanie zgromadzić samo. Im mniej pieniędzy damy dorosłemu dziecku, tym lepiej poradzi sobie w życiu”. Jednocześnie ludzie, którzy już uzyskali wolność finansową raczej nie polecają swoim dzieciom prowadzenia własnego biznesu (choć większość tych, którzy zostali milionerami, to założyciele własnego biznesu), bo wiedzą, że to nie jest łatwa droga, pełna wyrzeczeń i o wysokim poziomie ryzyka, wymagająca utrzymywania samodyscypliny i poświęcania ogromnej ilości czasu. Dlatego tak chętnie finansują potomstwu studia w takich zawodach jak lekarz, prawnik czy doradca finansowy. Ponadto milionerzy z sąsiedztwa starają się postępować tak, aby unikać roszczeniowości dzieci i konfliktów w przy podziale spadku.

Z pewnością nie opisałem wszystkich zagadnień opisanych w tej książce, bo jest dość obszerna, wręcz przesadnie rozbudowana, wiele wniosków można ująć w mniejszej objętości, ale nie ma co narzekać – to tzw. książka bazowa (bo oparta na szerokich, kilkunastoletnich badaniach ankietowych) dla osób wyciągających wnioski i porady, publikujących swoje własne przemyślenia, których sporo można znaleźć choćby w bardzo dobrej pozycji „Bogaty albo biedny – po prostu różni mentalnie”.

Facebooktwittergoogle_plus

5 komentarzy

  1. Jacek eM: dizajnuch 12 września 2016 Odpowiedz
  2. Jola 12 września 2016 Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge