Na co warto pójść do teatru – sezon 2016/17 część 1

Teatr Polski w Szczecinie: Kobieta, która ugotowała mężaFoto: pca.pl

W poprzednim sezonie obejrzałem w teatrze rekordową liczbę 18 spektakli i może odczułem pewien przesyt zwłaszcza w odniesieniu do przedstawień impresaryjnych (nazywanych przeze mnie komercyjnymi). Dlatego w sezonie 2016/17 postanowiłem dokładniej selekcjonować sztuki, na które planowałem się wybrać – a planować trzeba, bo oglądalność rośnie i bilety trzeba ze sporym wyprzedzeniem rezerwować.

W 2016 sezon teatralny zacząłem wyjątkowo wcześnie, bo w połowie sierpnia. Było to przedstawienie „Kobieta, która ugotowała męża” (patrz zdjęcie u góry) wystawiane na małej scenie Teatru Polskiego w Szczecinie. Choć stosunkowo zabawna sztuka, to nie pozbawiona głębokich przemyśleń na temat związków i zdrady. Coś ambitniejszego w porównaniu do lekkich komedyjek impresaryjnych (choć i w tych objazdowych nie chcę uogólniać, bo zdarzają się rewelacyjne przedstawienia pod względem gry aktorskiej i scenariusza). Spokojnie mogę występ szczecińskich aktorów ocenić na 4+ i polecić widzom z całego serca.

Jesienią odwiedziłem też Teatr Współczesny w Szczecinie, gdzie premierę miała miejsce sztuka „Raj dla opornych” będąca drugą częścią przygód bohaterów znanych ze spektaklu „Seks dla opornych”, który od kilku lat cieszy się niesłabnącym powodzeniem. W obu częściach natykamy się na rozważania na temat małżeństwa, które najmłodsze lata dorosłego życia ma już za sobą. Mowa o tym, jak radzą sobie z własnym starzeniem (choć bohaterowie nie są jeszcze dziadkami). W „Raju dla opornych” ciekawostką jest pojawienie się trzeciej postaci. Widzowie dobrze się bawią przez całe 120 minut (w tym jedna przerwa) – moja ocena to solidna 4 (sztuka wystawiana jest przez wiele krajowych teatrów, nie trzeba więc narzekać, że coś jest dostępne wyłącznie w Szczecinie). Poniżej nietypowy zwiastun z ujęciami ze spektaklu:

Teatr Współczesny w Szczecinie to nie tylko scena główna. Tak się złożyło, że w ciągu 7 dwukrotnie pojawiłem się jako widz też na bocznej scenie – Malarni. Tam grają mocniejsze sztuki dla bardziej wymagającej widowni. Tzn. nie tylko widzowie są bardzo wymagający w stosunku do aktorów i twórców, ale i aktorzy mają spore wymagania w stosunku do widzów, aby ci potrafili właściwie odebrać i przetrawić ich niełatwe sztuki. Pierwszy spektakl z pewnością do tych wymagających należał. „Pustostan” to historia pewnej przeciętnej polskiej rodziny, która przepełniona całą masą negatywnych emocji, niespełnionych marzeń, przez jeden wieczór w roku (Wigilia Bożego Narodzenia) stara się być dla siebie wyjątkowo miła. Jednak emocje biorą górę nad udawaną łagodnością. Sztuka dla solidnie doświadczonych widzów. Drugie przedstawienie, to „Historia T-shirtu”. czyli zbiór w większości zabawnych scenek nawiązujących do produkcji podkoszulek w najbiedniejszych zakątkach świata. Opowieści przeplatane różnymi formami wyrazu, gdzie doskonale mogli się aktorzy wykazać (np. niezwykle trudna gra wyłącznie wzrokiem). Ciekawostką jest też tajemnicza postać małej dziewczynki – to chyba dopiero druga lub trzecia sztuka w profesjonalnym teatrze, gdzie miałem okazję zobaczyć na scenie dziecko (a widziałem już grubo ponad 100 przedstawień na różnych scenach). To przedstawienie polecam każdemu. Postanowiłem już kiedyś występów w Malarni nie oceniać punktowo i tym razem też tak postąpię.

Podobnie nie potrafię wystawić oceny innemu przedstawieniu (scena główna Współczesnego), gdzie również wśród aktorów pojawiło się dziecko, mały chłopiec i to z rolą mówioną nawet! Chodzi o spektakl „Feinweinblein. W starym radiu diabeł pali”, niezwykle różnorodny pod wieloma względami. W sztuce ukazano z dość dziwnego punktu widzenia echa tragedii wojny – wiele momentami zabawnych scenek przeplata się z dość różnorodną, w tym absurdalną symboliką tragedii (np. to, że rodzice wymienili chore dziecko na radioodbiornik). Opowieść bardzo niejednoznaczna w odbiorze zaciekawia różnorodnością form wyrazu, za co ceniony jest Teatr Współczesny w Szczecinie.

Postanowiłem się wybrać również do innego niezwykłego miejsca, jakim jest Zamek Książąt Pomorskich w Szczecinie. W tych zabytkowych murach oprócz muzeum, lokali gastronomicznych, są także opera, kino i sale teatralne. Dawniej nietypową sprawą był teatr Krypta, który po remoncie zamku już nie istnieje (spektakle dla małej widowni grane były w prawdziwej historycznej krypcie grobowej w podziemiach zamku – takich wspomnień nikt mi nie odbierze!). Nadal jednak funkcjonuje scena Piwnica przy Krypcie i tam właśnie obejrzałem genialny monodram „Kolega Mela Gibsona” według tekstu Tomasza Jachimka w wykonaniu Adama Dzieciniaka – jednego z najbardziej rozpoznawalnych aktorów Teatru Polskiego w Szczecinie. To przezabawna komedia o losach wymyślonego aktora. Podkreśliłem, że chodzi o nieistniejącą postać, gdyż wpleciona jest ona w opowieść o rzeczywistych miejscach i faktycznie istniejących osobach głównie ze Szczecina (aktorach, politykach, dziennikarzach). Monodram to dla aktora ciężkie wyzwanie, z krórym świetnie poradził sobie Adam Dzieciniak – zasłużona ocena 5. Poniżej krótkie fragmenty spektaklu wraz z wywiadem z odtwórcą roli:

Kolejne lokalne przedstawienie to „Przyjazne dusze”, na które wybrałem się już drugi raz (poprzednio byłem 5 lat temu, kiedy to spektakl zadebiutował na deskach Teatru Polskiego). Już dawno tego nie robiłem, to znaczy nie chodziłem kilkukrotnie na tę samą sztukę, ale kiedyś mi się to częściej zdarzało – może było więcej tych rewelacyjnych przedstawień i to granych po kilka, a nawet kilkanaście lat (pokroju „Mayday”). „Przyjazne dusze” to nie typowa komedia pomyłek, choć o lekkim zabarwieniu humorystycznym – ze świetnym pomysłem na scenariusz – szczegółów zbytnio nie chcę ujawniać, bo lepiej być pozytywnie zaskoczonym pomysłem sztuki. Sama ocena 5- powinna przekonać każdego, aby obejrzał choć raz ten wyjątkowy spektakl.

Jeszcze wyższą ocenę 5 (w skali od 2 do 5) przyznałem świetnej komedii wyreżyserowanej przez Andrzeja ZaorskiegoCzego nie widać” – to podobnie jak „Przyjazne dusze” sztuka grana na dużej scenie Teatru Polskiego również od 2012 roku. Genialny pomysł na sztukę o kulisach teatru czyli o tym, czego nie są w stanie zobaczyć widzowie, a co faktycznie oglądają po przygotowaniu sztuki na premierze i późniejszych przedstawieniach. O tym, jak problemy prywatne aktorów, a nawet waśnie między nimi mogą wpływać na samo przedstawienie na scenie. Aktorzy grają jakby samych siebie, używają prawdziwych imion, choć w praktyce to wymyślony scenariusz. Polecam każdemu tę przezabawną komedię graną w świetnej, lokalnej obsadzie – to solidne 3 godziny śmiechu w trzech aktach (grają to także między innymi w Teatrze Kwadrat w Warszawie, poszukaj – może też i w Twoim mieście).

Facebooktwittergoogle_plus

12 komentarzy

  1. Kasia 22 kwietnia 2017 Odpowiedz
  2. Lidia 23 kwietnia 2017 Odpowiedz
  3. Marta 23 kwietnia 2017 Odpowiedz
  4. blogierka 23 kwietnia 2017 Odpowiedz
  5. Oliwia 24 kwietnia 2017 Odpowiedz
  6. Oliwia 27 kwietnia 2017 Odpowiedz
  7. Rykoszetka 27 kwietnia 2017 Odpowiedz
    • Grzegorz Deuter 27 kwietnia 2017 Odpowiedz
  8. youcancallmeann 28 kwietnia 2017 Odpowiedz
  9. Blog Ozonee 30 maja 2017 Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge