Metoda biorezonansu Vega Test – wątpliwości co do wiarygodności metody

AMScan biorezonans Vega TestW poprzedniej części opisałem szczegółowo czym jest prawdziwy biorezonans i jakie korzyści mogą płynąć ze stosowania zarówno diagnostyki jak i terapii z wykorzystaniem profesjonalnego sprzętu (np. Bicom Optima). To wystarczająca dawka teorii i praktyki, którą akceptuję. Niestety mam dużo większe wątpliwości co do bardziej rozbudowanych testów.

Nie wszystko złoto co się świeci

Udoskonalanie urządzeń może polegać na zastąpieniu fizycznych próbek alergenów/patogenów ich wstępnymi pomiarami częstotliwości (w laboratorium) i późniejszym analizowaniu rezonansów na tych właśnie częstotliwościach. W tym przypadku urządzenie zbiera sygnał szerokopasmowy z obwodu połączonego z pacjentem i porównuje z tabelą częstotliwości w swojej bazie danych. Problem tu z dobrą kalibracją i występowaniem tak zwanych częstotliwości harmonicznych (jeden sygnał może wysyłać też w mniejszym natężeniu swoje wielokrotności częstotliwości). Harmoniczne mogą zostać uznane fałszywie za sygnał podstawowy i w bazie danych przez przypadek zostanie wykryta zależność, która faktycznie może nie być tą bazową uznawaną za patologiczną.

Takie hurtowe (częstotliwościowo) testy w mojej ocenie mogą być zawodne i są niezwykle trudne do weryfikacji (właściwemu dowodzeniu, że taki sprzęt z wysokim prawdopodobieństwem działa tak skutecznie jak w przypadku pomiarów pojedynczych częstotliwości wzorcowych przypisanych przykładowo danemu alergenowi). W tym zakresie nie trafiłem na żadne wiarygodne źródła badań (może słabo szukałem – z chęcią zapoznam się, jeśli ktokolwiek, nawet producent/dystrybutor sprzętu mi takowe udostępni!).

Skąd taka wątpliwość? Prócz wyżej wskazanych harmonicznych i problemu ze zbiorową kalibracją sprzętu pod pacjenta (w tych bardziej rozbudowanych testerach często pomija się też punkty akupunkturowe, obie elektrody są trzymane w dłoniach całościowo, czasem też dołączone są stopy). Ważnym argumentem poprawności działania danej metody jest choćby wzorcowa procedura (a raczej jej trudność) testowania nowych leków.

Według zasad weryfikacji skuteczności nowego medykamentu bada się na ochotnikach reakcję nowego leku parami z pojedynczymi już powszechnie stosowanymi lekami, szukając niekorzystnych interakcji dwóch leków. Ale to zwykle szczyt możliwości wiarygodnych badań klinicznych, raczej nie spotyka się interakcji potrójnych, poczwórnych i wyższych… A myślę, że każdy ma w rodzinie choć jedną osobę, której grupa specjalistów niezależnie od siebie przepisała recepty (często dożywotnio) na 5 do 10 różnych leków! Czy taki pacjent na tym skorzysta? A może tylko zniszczy sobie wątrobę i żołądek? Tego nikt nie testuje (prócz samych pacjentów korzystających z niby bezpiecznych, bo dopuszczonych do obrotu lekach)…

Skoro niezwykle bogate koncerny farmaceutyczne mają problem z takimi wieloskładnikowymi eksperymentami, to niby jak radzą sobie konstruktorzy urządzeń biorezonansowych z weryfikacją poprawności diagnostycznej swoich często rozbudowanych maszyn? Chyba zbyt dużo im się wydaje lub próbują jakoś obejść ograniczenia – na ile jednak to wiarygodne?

Oto wpis krótko omawiający różne urządzenia biorezonansowe dostępne w Polsce (w prywatnych gabinetach).

Moje eksperymenty z Vega Test (AMScan)

I kolejny wpis, który pokazuje, że są w Polsce ludzie (biznesu) podróżujący po kraju z rzekomymi darmowymi badaniami przy użyciu urządzenia AMScan. Badania odbywają się zwykle w jakiś salach konferencyjnych wynajętych w hotelach, a badani rekrutowani są przez telemarketerów.

Kiedy zadzwoniła do mnie taka osoba, wypytałem ją i po usłyszeniu znanej mi nazwy AMScan, postanowiłem spróbować. Ledwie łapałem się w ich grupie wiekowej, bo liczą raczej na starszą część społeczeństwa (większe prawdopodobieństwo istnienia chorób przewlekłych, potencjalnie grubsze portfele). Po przybyciu na miejsce pani rejestrująca miała nawet wątpliwości co do mojego wieku, ale dowodu nie musiałem okazywać 🙂

Wcześniej zweryfikowałem numer telefonu, z którego do mnie dzwoniono – w sieci są odpowiednie strony z komentarzami i faktycznie uznano ten numer za spamerski, ale wśród kilkudziesięciu komentarzy nie znalazł się NIKT, kto by zweryfikował, jaka jest prawda – wszystkie te krytyczne głosy były zbitką nieprawdziwych sugestii. Ja postanowiłem sam to zweryfikować (podobnie jak autor powyżej wspomnianego wpisu, do którego to tekstu dotarłem dopiero po mojej wizycie).

To nie grupa oszustów sprzedających super drogie garnki, a raczej specjaliści z fizjoterapii. Do tego posiadający ogromną wiedzę, a że sam mam w sprawach zdrowia sporą, to nie udało mi się przyłapać ich na choćby jednym kłamstwie podczas prelekcji.

Ale po kolei. Po wstępnej rejestracji (grupa kilkunastu osób zapisana na tę samą godzinę) otrzymaliśmy numerki (pilnują RODO!) i kolejno byliśmy badani opcją Vega test dostępną na urządzeniu AMScan (2 elektrody na stopach, 2 w dłoniach i jeszcze dodatkowy zestaw jako opaska na głowie) – po każdym kliencie sterylizacja elektrod (prawdopodobnie spirytusem salicylowym lub coś podobnego z apteki).

Test to ledwie kilka minut, a potem kierowano nas do miejsca oczekiwania na wyniki, gdzie puszczano też nagrania wideo na tematy mniej lub bardziej powiązane z biorezonansem i terapiami z użyciem pól magnetycznych. Potem krótka prelekcja, która absolutnie niczego nie reklamowała (dyskusje o najlepszych ekspertach w Polsce – autorach książki naukowej „Pola magnetyczne i światło w medycynie i fizjoterapii”). Skoro to forma sprzedażowa, to bardzo ukryta i do bólu wręcz uczciwie przygotowana – pomyślałem i zdania nie zmieniam. Doprowadzili całą procedurę do praktycznie uczciwej perfekcji.

A na koniec indywidualne konsultacje (kilka stolików, a przy każdym jeden ekspert omawiający wielostronicowy wydruk z wynikami badań danej osoby).

I w tym dopiero momencie udało mi się podsłuchać z daleka padające słowa typu „można rozłożyć na raty” – mowa była (jak potem znalazłem w sieci) o matach emitujących pola magnetyczne – prozdrowotne. Dodam, że urządzenia kosztujące w tysiącach złotych, a przy tym dobrej jakości i parametrach zgodnych z pozytywnie opiniowanymi przez naukowców sprzętami znajdującymi się w gabinetach fizjoterapii. Taki sprzęt może być przydatny dla starszego małżeństwa z przewlekłymi schorzeniami bólowymi i takim parom próbowano to wcisnąć.

Ale mnie go nie zaproponowano, mimo iż wydruki moich niby „schorzeń” nie napawały optymizmem (punkt za uczciwość i brak nachalności) – kolorowe wydruki dostałem na własność. Pan (który wrócił z przerwy na papierosa – cóż za wzór do naśladowania!) zasugerował mi zmianę diety na zdrowszą (no od lat staram się taką prowadzić), zapisać się na jogę i na tym się skończyło. A wydruk? Dokładnie taki sam (co do tendencji – słupków i wychyleń kolorystycznych, w tym schorowanych kręgów kręgosłupa, lecz z nieco innymi wartościami liczbowymi), jaki uwidoczniono we wpisie, do którego link umieściłem na początku tej sekcji.

Zbyt duży przypadek, abyśmy mieli prawie takie same wydruki. Obstawiam tu małą wiarygodność diagnostyczną akurat tego Vega-testu (samo urządzenie z opisu producenta posiada dużo więcej opcji i te prostsze jak weryfikacja pojedynczych alergenów, zapewne są bardziej wiarygodne, ale takim testom nas nie poddawano, bo cel wybranego przez organizatorów badania był inny – nastraszyć wydrukiem!). W mojej ocenie nie zadbano w pełni o poprawność przeprowadzenia Vega Testu (jest o tym specjalny rozdział w książce „Prawie wszystko o metodzie R.Volla”).

Podsumowanie

Trudno zatem jednoznacznie ocenić przydatność tego sprzętu, bo może częściowo jest on wiarygodny, ale w innym zakresie (no i przy dochowaniu większej staranności obsługi). Póki co mam zaufanie jedynie do urządzeń marki Bicom i chętnie bym przetestował inne urządzenia, ale dostęp do nich jest zbyt utrudniony (lub kosztowny). A niestety sama wiedza z sieci (w odniesieniu do polskich warunków) jest wybrakowana i mało wnosząca do uwiarygodnienia sprzętów, z których pewnie jakaś mniejsza część może się okazać świetnym wsparciem w dochodzeniu do zdrowia. Może ktoś podzieli się w komentarzach własnymi doświadczeniami, opiniami, do czego szczerze zachęcam.

Przypominam także, aby z daleka trzymać się od pseudogabinetów z poradami dietetycznymi, gdzie na starcie przy użyciu taniego urządzenia noname przeprowadza się test dający fałszywe rezultaty.

Facebooktwitter

2 komentarze

  1. Dariusz 1 czerwca 2020 Odpowiedz
  2. paula 7 czerwca 2020 Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge