Kler – ludzie sami chcą wyrobić sobie o nim opinię!

Kler - Smarzowski, GajosFoto: youtube.com (kadr z filmu)

Polska produkcja SmarzowskiegoKler” z pewnością przejdzie do historii, zapewne nie tylko w kategorii kina. Polacy mają swój rozum, a do tego specyficzną mentalność, która sprawia, że każde narzucanie nam woli przez kogoś „niby ważnego” (polityków, wypowiadających skrajne poglądy profesorów, stronniczych dziennikarzy, decydentów UE) wiąże się z wielkim sprzeciwem (to historyczne pokłosie oporu, jaki musieliśmy stawiać przez 123 lata pod zaborami). Pokazali to choćby nagradzając film na festiwalu Złote Lwy nagrodą publiczności.

Im bardziej więc nam czegoś zakazują, tym bardziej tego chcemy (w tym sami zweryfikować) i nie chodzi tylko o sam owoc zakazany, lecz o bunt przeciwko ograniczaniu naszej wolnej woli. Tak jest z filmem „Kler”, prymitywne zachowania niektórych polityków, wypowiedzi przedstawicieli duchownych i głupie działania antyspołeczne w postaci utrudniania dostępu widzom do seansów (niektórzy tłumaczą się, że film będzie na ekranach w ich mieście, ale po wyborach, jak choćby w Siemiatyczach). Ciekawie jest też w Zakopanem, a także w Ostrołęce, która do tej pory z punktu widzenia polskiej kinematografii zasłynęła słynnym hasłem „Koń… Krowa, kura, kaczka… Kura, kaczka, drób… (…) O! Jest! Widzę! Droga… Chyba na Ostrołękę” w kultowym filmie „Rejs” (a już po kilku tygodniach odbiło się to czkawką prezydentowi Ostrołęki, który po 12 latach rządzenia przegrał w wyborach…). Z kolei Pułtusk był już wyśmiewany za czasów Barei (Anioł – gospodarz domu przy Alternatywy 4 przyjechał z Pułtuska), a jak widać wiele się nie zmieniło. Jest przy tym też ciekawe zdarzenie dotyczące duchownego  – Pułtusk to kolejna miejscowość z zakazem wyświetlania „Kleru”.

Głupotą (a jak później tłumaczył się prezes TVP – także nadgorliwością) wykazali się realizatorzy transmisji z gali wręczania nagród na festiwalu w Gdyni, gdzie wykorzystując trzydziestominutowe opóźnienie w transmisji, operatorzy TVP Kultura ocenzurowali ją, wycinając scenę z wypowiedzią Wojciecha Smarzowskiego. Doprowadziło to do rezygnacji ze współpracy z tym kanałem kilku znanych krytyków filmowych.

Podobnie odmienną od przewidywań reakcję w Polakach wywołuje choćby nagonka na Jerzego Ziębę, kiedy to po każdym oblewającym go pomyjami artykule w którymkolwiek poczytnym czasopiśmie (którego właścicielami jest obcy kapitał) ludzie wykupują całe partie wyjątkowej jakości suplementów diety w sklepiku internetowym, którego pomysłodawcą powstania był Zięba.

Hejterzy zwykli jak i opłacani potrafią napędzać biznes! I właśnie tak się stało z „Klerem”, ludzie w całej Polsce szturmowali sale kinowe, a właściciele kin robili wszystko, co w ich mocy, aby sprostać wymaganiom widzów, zwiększając do maksimum liczbę seansów. W większości sale były podczas premierowego weekendu wypełnione po brzegi (nie inaczej było i po weekendzie, o czym sam się przekonałem), co zaowocowało historycznym otwarciem w polskiej kinematografii. W pierwszy weekend na ten film sprzedano 935 357 biletów, co jest rekordem nie tylko wśród polskich premier, ale ogólnie w polskich kinach. Kler” zdetronizował „Pięćdziesiąt Twarzy Greya”, a tak wygląda obecna lista najlepszych otwarć z liczbą sprzedanych biletów w premierowe weekendy:

  1. Kler – 935 357.
  2. Pięćdziesiąt Twarzy Greya – 834 479.
  3. Shrek Trzeci – 793 731.
  4. Gwiezdne Wojny: Przebudzenie Mocy – 789 568.
  5. Pitbull: Niebezpieczne Kobiety – 767 519.

W pewnym sensie można rzec, że i wielkie sieci kin zastosowały rzadko spotykaną nietypową strategię, blokując na seanse „Kleru” możliwość internetowej rezerwacji biletów. Bilety można było jedynie kupić przez internet lub bezpośrednio w kasie, ale za to z dużym wyprzedzeniem. Takie podejście pozwoliło rozwiązać wiele problemów obsłudze kin. Ja już na jakieś 10 dni przed filmem nabyłem bilety, żeby dostać dobre miejsca. Łącznie w kinach obejrzało go ponad 5,1 miliona widzów!

Sporym zaskoczeniem był dla mnie przedział wiekowy widzów, tak dużej proporcjonalnie ich liczby w wieku 50+ chyba jeszcze nie widziałem i to nie tylko moje wrażenie (tu relacja pracownika kina). Jak na sieć Helios, nie padł rekord dotyczący czasu zwiastunowo-reklamowego poprzedzającego seans, trwało to przyzwoite 20 minut (krócej niż przed komedią „Juliusz”, którą widziałem tydzień wcześniej w tym samym kinie).

W czasie filmu do żadnych ekscesów typu bojkot moherowych beretów nie było. W trakcie jednej ze scen usłyszałem solidne brawa jednego z widzów, ale nikt się nie dołączył – ludzie chcieli oglądać film w dużym skupieniu. A było co oglądać, opinie zawsze w przypadku tak kontrowersyjnej tematyki będą podzielone, a ja subiektywnie ocenię, że to produkcja głównie dla ludzi inteligentnych, tacy dobrze zrozumieją jego treść.

Z pewnością nie jest to film mający na celu wyłącznie atak na księży i ich profesję. To produkcja z wielowymiarowym przesłaniem, opowiadająca spójnie historię czterech głównych bohaterów – duchownych różnego szczebla, pochodzących zarówno z najbiedniejszych parafii jak i samego szczytu władz kościelnych. Poruszane są tematy nie tylko pedofilii, ale i ogromne rozterki samych księży (różnych ich pokoleń), problemy alkoholizmu i celibatu, tematyka agenturalna (z czasów PRL) jak i świat biznesu wpleciony głęboko w finanse kościelne (dosadne operacje finansowe – symboliczna reklamówka banknotów czy całe ich paczki przekazywane z rąk do rąk). W filmie symbolika gra dużą rolę, a sama produkcja pokazuje, że księża są taką samą częścią społeczeństwa, jak inni ludzie. Mają takie same kłopoty, żyją w specyficznej korporacji, a przy tym obciążani są problemami swoich wiernych – którzy widzą jedynie fakt, że ksiądz wyciąga do nich rękę po kasę.

Uważam, że kiedy wrzawa i emocje nieco opadną, to dojdzie być może do tego, że pojawią się głosy, iż Smarzowski zrobił za Kościół dobrą robotę, próbując oczyścić atmosferę w narodzie. Wszak to głowa Kościoła na 2019 rok zwołuje szczyt na temat pedofilii z udziałem przewodniczących episkopatów z całego świata, próbując rozwiązać ten palący problem.

Podsumowując „Kler” to dobrze zrobiony film z totalnie mocnym finałem. To wybitna produkcja, w której dopatrzeć się można elementów humorystycznych (jak w „Weselu”), fragmentów montażu z wykorzystaniem zdjęć amatorskich (jak w „Drogówce”), są też solidne nawiązania do problemu alkoholowego (patrz: „Pod Mocnym Aniołem” – nawet ten sam aktor Robert Więckiewicz odegrał rolę uzależnionego księdza), księdza zagrał też (podobnie jak w poprzedniej produkcji Smarzowskiego „Ksiądz”) Arkadiusz Jakubik. Doborową obsadę uzupełniają między innymi Janusz Gajos, Jacek Braciak czy Henryk Talar. A choć to film o męskim świecie, nie zabrakło w nim obsadzanej ostatnio w wyjątkowych produkcjach („Zimna wojna”, „Pitbull. Niebezpieczne kobiety”) Joanny Kulig. Do historii przejdzie zapewne też rozwinięta na nowo formułka „Oto wielka tajemnica wiary…” – trochę szczegółów (i co bardziej dynamicznych scen) w oficjalnym zwiastunie:

Facebooktwittergoogle_plus

3 komentarze

  1. Kaja 6 października 2018 Odpowiedz
  2. Tymoteusz Zaleski 11 października 2018 Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge