Jak inwestować w złoto i srebro – część 1

Maple leaf - złota moneta bulionowa

Foto: www.goldpriceoz.com

Na świecie są dwie kategorie bandytów. Na jednych mówi się przestępcy, na drugich politycy (i towarzysząca im chmara bankierów). Ci pierwsi używają argumentu siły (np. broni palnej), ci drudzy siły argumentów, czyli ustanawianego przez siebie prawa (mniej lub bardziej absurdalnych zasad). Obu zależy na tym samym, na kasie i władzy! Politycy (tzw. rządy, z rzekomo niezależnym sądownictwem – ale opartym na prawie ustalanym przez polityków) mogą sobie sami drukować pieniądze (np. jeszcze w ubiegłym roku w USA wirtualnie drukowało się co miesiąc dziesiątki miliardów dolarów legalnie i bezkarnie), za to samo przestępcy mogą być skazywani (np. w Polsce na 25 lat więzienia)…

W dzisiejszych czasach pieniądz jest już tylko wirtualny, są to zapisy na kontach bankowych (które łatwo kontrolować, opodatkować po raz wtóry – przykładowo taka legalna kradzież, jaka miała miejsce nie tak dawno z depozytami bankowymi na Cyprze, gdzie ratowano banki przed bankructwem kosztem ich klientów) oraz drobna kwota fizycznie istniejących papierków – u nas zwanych legalnym środkiem płatniczym. Skoro to takie legalne, to dlaczego istnieje zakaz przechowywania takich banknotów w skrytkach Banku PKO B.P.? Bo obywatel to potencjalny przestępca? Czy każdy, kto nie trzyma pieniędzy na koncie jest już przestępcą? A może chodzi tylko o fakt, że trudniej kontrolować takie banknoty, ich przepływy z ręki do ręki, mimo że każda złotówka została wcześniej we właściwy sposób opodatkowana? Który by argument nie wybrać, źle to świadczy o poziomie zaufania polityków do obywateli.

Rządy chcą kontrolować cały świat, jednocześnie zadłużając się wzajemnie na kwoty, których w żaden sposób nie da się spłacić (np. Grecja, Japonia), a koszt rosnących odsetek prędzej czy później musi doprowadzić do niewypłacalności poszczególnych systemów bankowych. Stąd niczym niezwykłym są bankructwa państw, hiperinflacje czy nawet działania typu „odbieranie tym co mają” (grabież lokat na Cyprze, likwidacja OFE w Polsce itp.).

Jak się zabezpieczyć przed oczekiwanymi „nieoczekiwanymi” grabieżami w imieniu prawa i wyższej konieczności? Może kupno waluty pomoże? A co za różnica, skoro każdy kraj tak samo się zadłuża… Ponadto system bankowy to zespół naczyń połączonych, a obecna sytuacja polityczna wskazuje, że część świata chce pozbyć się systemu dolara amerykańskiego w rozliczeniach międzynarodowych.

Dysponując nadmiarem gotówki warto zadbać o to, aby posiadać rzeczy materialne, bo zapisy wirtualne (np. certyfikaty na cokolwiek) to rzecz złudna, nadają się co najwyżej na spekulacje (inwestycje krótkoterminowe). Podobnie może być z banknotami, koszt produkcji banknotu jest dużo niższy, niż zapisana na nim wartość nominalna, a ta w chwili hiperinflacji może stać się nic nie wartą kwotą.

Co innego własność prywatna jak mieszkanie, samochód, ziemia – to zawsze ma jakąś wartość i do tego są to składniki niezbędne do przetrwania (miejsce zamieszkania) prowadzenia działalności zarobkowej (samochód, grunt rolny). To już trudniej ludziom odebrać, bo oszczędności to co innego (choć i takie sytuacje miały miejsce za czasów Stalina w PRL, gdzie odbierano ziemię i majątki przedwojennym bogaczom), zakazywano handlu walutą (wystarczy obejrzeć pierwszy odcinek kultowego serialu „07 zgłoś się”). No ale w tym przypadku już było łatwiej nie przestrzegać prawa, bo za samo posiadanie dolarów nie karano, więc jakiś czarny rynek wymiany istniał. Jednak były to czasy jeszcze nie globalnej gospodarki a raczej zimnej wojny. Obecnie dolar (i powiązana z nim gospodarczo waluta euro) mogą stać się bezwartościowe, bo to tylko banknoty.

Zlote sztabki i monetyCo więc pozostaje i jest bardziej poręczne niż nieruchomości? Metale szlachetne – co prawda też może być zakazane ich posiadanie (w ostoi demokracji, jaką jest USA, posiadanie złota było zakazane przez dziesiątki lat aż do 1974 roku!). Złoto i srebro to jedyna prawdziwa waluta znana od tysięcy lat, nie podlega procesowi dewaluacji, bo jest skończona ilość tego materiału naturalnego i nie da się go rozmnożyć w jakiś cudowny sposób (istnieją co prawda naukowe możliwości zamiany pierwiastków np. z rtęci, ale koszt jest tak gigantyczny, że produkcja złota raczej nigdy w ten sposób opłacalna nie będzie – co innego z diamentami, istnieją już opłacalne techniki produkcji sztucznych diamentów w niczym nie odbiegających tym kopalnym). Ponadto wydobycie złota i srebra staje się coraz kosztowniejsze (tu chodzi choćby nie tylko o głębokość, na której trzeba wydobywać, ale też o koszty ropy jako jednostki przeliczeniowej, a jej zasoby też są ograniczone).

I tu przejdźmy do sedna. Niezależnie od tego, czy w przyszłości posiadanie złota i srebra będzie legalne (jak na razie jest i wydawać się może, że taki zakaz mógłby być absurdalny bo i trudny do wyegzekwowania, to jednak okresowo jest to całkiem prawdopodobne), to taki rodzaj pieniądza warto posiadać. Oczywiście nie należy ładować wszelkich swoich środków w metale szlachetne! Ale część oszczędności warto. I nie należy traktować tego jako inwestycję przynoszącą zyski, a tym bardziej przejmować się wahaniami cen złota i srebra, bo za jakiś czas może liczyć się wyłącznie to, ile masz przy sobie uncji, a nie ile są warte w dolarach…

Te metale mają zachować wartość życiową (żeby przeżyć w trudnych czasach lub w nowej rzeczywistości po światowym resecie pieniędzy np. mieć walutę pozwalającą na kupno mieszkania, jeśli będzie taka potrzeba), więc nie ma potrzeby myśleć tu o zyskach, jak to ma miejsce w przypadku zwykłych inwestycji.

Teraz pozostaje pytanie – złoto czy srebro? Wszystko zależy od zasobności Twojego portfela, jeśli mówimy o drobnych kwotach (do 10 000 zł), to raczej srebro, większe zakupy metali szlachetnych można podzielić na złoto i srebro. A dlaczego nie samo srebro? Jest za ciężkie i trudniejsze w przechowywaniu, np. równowartość mieszkania kosztującego 245 000 zł (kwiecień 2015) to aż 100 kg tego kruszcu. Więc może jednak złoto? 1 uncja złota tzw. trojańska lub aptekarska (waga 31,1034768 gram) to obecnie ok. 4700 zł (kwiecień 2015), zatem mając 32 uncje (prawie kg złota) posiadamy już równowartość 150 400 zł! Brzmi lepiej, no ale trzeba mieć świadomość, że podstawową jednostką jest 1 ucja i przyszłe drobne zakupy np. żywności przy użyciu takich monet lub sztabek mogą być problematyczne (kto wydaje jednorazowo 4700 zł?). Dlatego warto też mieć mały zapas srebrnych monet do drobnych operacji na rynku wymiennym (jeśli będzie przejściowo taki dominował w rozliczeniach).

Skoro już przy uncjach jesteśmy, to trzeba mieć świadomość, jak traktowane są metale cenowo, a jest to zmienne w zależności od wagi i formy. Zacznijmy od formy – złoto i srebro inwestycyjne nie ma żadnego związku z biżuterią (łańcuszki, obrączki to tzw. złom metali szlachetnych mający prawdziwą wartość dopiero po przetopieniu). Nie powinny nas też interesować monety kolekcjonerskie, bo tam płacimy za kolekcjonerskość (cena wyższa, niż to wynika z wagi kruszcu zawartego w takich monetach), a ta w trudnych czasach może nie być brana pod uwagę. Pozostają więc dwie formy lokacyjne: sztabki i monety bulionowe (inwestycyjne). W obu przypadkach mają one wartość zbliżoną do rynkowej ceny zawartego w nich złota/srebra. Cena rynkowa złota (tzw. cena SPOT) jest wartością zmienną w czasie i obecnie podawana jest w dolarach (bo rynek określany jest w dolarach, ale kiedyś to może wyglądać inaczej). Sztabki są minimalnie tańsze od ich odpowiedników w monetach bulionowych. Podstawową jednostką (rozsądną do kupna i przechowywania) jest 1 uncja (oznaczenie 1oz), monety i sztabki o niższych wagach są droższe w przeliczeniu na 1 gram kruszcu. Im mniejsza moneta (np. 1/10 oz) tym drożej nas kosztuje złoto. Np. przy średniej cenie uncji 4700 zł moneta 1/10 oz będzie kosztować ok. 495 zł (min. 5% drożej, w przeliczeniu na wagę).

Dlatego nie ma większego sensu kupować monet czy sztabek o mniejszej wadze, lepiej już zaopatrzyć się w srebrne monety. Chcesz wiedzieć więcej i dobrze zgłębić temat, to zapoznaj się z drugą częścią mojego opracowania, warto też obejrzeć wykład omawiający sens lokowania nadwyżek finansowych akurat w taką formę metali szlachetnych.

Tu mała dygresja, w przypadku cen diamentów zasady są zupełnie inne, tam liczy się wielkość pojedynczego kamienia, a nie sumaryczna ich waga. Np. kamień dwukaratowy może kosztować 10 razy drożej od jednokaratowego. Jednak inwestycje w diamenty odradzam ze względu na wspomniane wcześniej nowoczesne procesy technologiczne umożliwiające wytwarzanie sztucznych diamentów oraz na dużo trudniejszy rynek kupna, a przede wszystkim zbytu takich kamieni szlachetnych.

Facebooktwittergoogle_plus

5 komentarzy

  1. moneygrabbing 4 stycznia 2016 Odpowiedz
  2. blogierka 6 października 2016 Odpowiedz
  3. Ewa 6 października 2016 Odpowiedz
  4. Ilona 6 października 2016 Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge