Czy wiedziałeś, że… odcinek 1

Czy wiedziałeś że... PorscheRozpoczynam interesujący cykl zawierający sporo ciekawostek, które warto znać, bo można nimi zabłysnąć w towarzystwie – mała pomoc w dążeniu do bycia człowiekiem sukcesu zapewne niejednemu się przyda. Uzasadnienie chyba proste i nie wymaga większych wywodów, dlatego przejdę do meritum.

Czy wiedziałeś, że Porsche, to nie tylko nazwa luksusowych, sportowych niemieckich aut rozpowszechnionych w drugiej połowie XX wieku? Przede wszystkim warto wiedzieć, że Porsche, to nazwisko konstruktora o imieniu Ferdinand. W 1931 roku założył on firmę projektową i był konstruktorem prowadzącym projekt pierwszego modelu VW Garbusa. Hitler miał słabość do wybitnych konstrukcji, dlatego namówił Ferdinanda do zaprojektowania monstrualnego czołgu o wadze trzykrotnie większej niż typowe Tygrysy (parametry działa narzucone przez Hitlera wymagały takiej wielkiej konstrukcji). Jednak pod koniec II Wojny Światowej powstały tylko dwa prototypy (nazwa robocza Mysz) i nigdy nie zostały użyte w warunkach bojowych. Choć były sprawne, to nie miały szans na sensowny udział w walkach i dużą mobilność ze względu na wagę (problemy choćby z przeprawą przez rzeki). Od tamtej pory nikt nie pokusił się o brnięcie w tego typu rozwiązania, ale sama idea konstrukcji napędu wyprzedzała swoje czasy o kilkadziesiąt lat.

Kolejna ciekawostka – czy wiedziałeś, że Nokia (istniejąca od 1865 roku) przed erą telefonii komórkowej zajmowała się produkcją między innymi papieru, gumiaków, opon? To dobra lekcja dla każdego właściciela firmy, że warto być na czasie i czasem zmieniać swój flagowy produkt.

I trzecia ciekawostka, tym razem pochodząca z Polski. Otóż jak podaje czasopismo Sukces w swoim zestawieniu 500 Największych Przedsiębiorców naszego kraju – na ósmej pozycji umiejscowiono (dbającego o swój wizerunek, a raczej o jego brak w mediach) Tadeusza Chmiela, założyciela firmy Black Red White. Ale co w tym niezwykłego? Otóż człowiek ten należy do Świadków Jehowy – kto wie, czy to nie jego geniusz tworzenia skłonił owych wyznawców, aby zmienili swój schemat marketingowy w Polsce. Przynajmniej w moim rodzinnym Szczecinie od dwóch lat wyszli oni do ludzi, ale nie jako mobilne ekipy nakłaniające do zapoznania się z najnowszym numerem Strażnicy (wcześniej byli znani jako domokrążcy). Obecnie mają profesjonalne stojaki i w najpopularniejszych miejscach miasta stacjonują i to wcale nie jakoś nachalnie – pełna profeska, duże firmy mogłyby się od nich uczyć skuteczności i wytrwałości takiej formy „budowania marki”.

Facebooktwittergoogle_plus

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge