Nagość i perwersje na deskach teatru?

Idiotki - Teatr Współczesny w Szczecinie (cenzura w teatrach)Zmiany władz w 2015 roku pociągnęły za sobą powrót metody zawłaszczania wszystkiego, co tylko władze potrafią – w tym decydowania o wolności mediów, sztuki itp. Ostatnio wybuchła pseudoafera z rzekomą propagacją pornografii na deskach sceny we Wrocławiu. Kiedy widziałem w telewizji jakieś przebitki kręcone podczas protestów, to po twarzach demonstrujących i hasłach przez nich trzymanych mogłem stwierdzić, że zapewne żaden z nich nigdy z własnej woli nie poszedł do kasy teatru, żeby wydać pieniądze na bilet na jakąkolwiek sztukę…

Większość społeczeństwa nie korzysta z możliwości obcowania z kulturą wyższą – trzeba sporo wysiłku, żeby zdobyć bilety, zapłacić za nie (znacznie więcej, niż za bilety do kina) i pójść obejrzeć sztukę – to dużo bardziej uciążliwe, niż sięgnąć po wszechobecną i nie tak drogą pornografię w internecie, sexshopach, kioskach z gazetami, telewizji (w tych dwóch ostatnich są w Polsce nawet ścisłe reguły dopuszczania)… I jakoś nikt nie protestuje?

Od razu przypomniało mi się genialne przedstawienie „Kolacja dla głupca” (widziałem je w wersji teatrów zarówno ze Szczecina jak i Warszawy), gdzie grupka inteligentnych, cynicznych osób zapraszała na kolację też w miarę rozgarniętego gościa, lecz będącego dziwakiem (w jakimś tam zakresie). Za jego plecami ci zapraszający mieli okazję do naśmiewania się z niczego nieświadomego „głupca”. Taką rolę mógłbym śmiało przypisać prof. Glińskiemu, który to wielokrotnie (kiedy PiS był w opozycji) był wykorzystywany przez Jarosława Kaczyńskiego jako kandydat na prezydenta, premiera (słynna parodia z występującym na mównicy sejmowej Kaczyńskim trzymającym tablet z gadającą głową Glińskiego)… To chyba nie tylko moje skojarzenia, wystarczy zacytować tytuł jednego z wpisów na blogi.newsweek.pl „Piotr Gliński – polityczna marionetka J.Kaczyńskiego” 🙂

A dlaczego akurat nawiązuję do prof. Glińskiego? Bo to on, jako minister kultury próbował cenzurować, a dokładniej nie dopuścić do premiery przedstawienia (którego sam nie widział) „Śmierć i dziewczyna”, podobnie jak zrobiono to za czasów głębokiego socjalizmu, w 1968 roku z przedstawieniem „Dziady” Adama Mickiewicza… Na szczęście mamy nieco silniej rozwiniętą demokrację i zablokować przedstawienia się nie udało. Oberwało się za to dziennikarce TVP Info Karolinie Lewickiej, którą zawieszono po wywiadzie z Glińskim, gdzie próbowała dowiedzieć się więcej o przyczynach decyzji na temat zakazu przedstawiania sztuki widzom we Wrocławiu. To skandaliczne próby wprowadzania cenzury – oczekiwana przez wszystkich IV RP w pełnej krasie…

A teraz coś z praktyki, czyli nieco o moich wizytach teatralnych. Otóż nagość jest jedną z wielu form wyrazu na scenie, nie zawsze ma nawet podtekst seksualny. Dla aktorów taki występ jest największym wyzwaniem, a dla widzów to ciekawe wzbogacenie doznań podczas odbioru sztuki. Co ciekawe, nie zawsze są to nagie, najładniejsze aktorki (owszem, zdarzyło mi się widzieć nagą Marię Seweryn w sile wieku i urody – jednak wtedy na kolana powalił mnie raczej jej kunszt aktorski, jak dla mnie to najlepsza polska aktorka sceniczna młodego pokolenia). Pojawiają się i na scenie nadzy panowie (kiedyś koleżanka była bardzo uradowana z tego widoku, jak byliśmy na takim spektaklu), jak i znacznie starsze kobiety z obwisłymi nieatrakcyjnymi piersiami – jak już wspominałem, to ogrywa rolę dodatkowego środka wyrazu, np. w połączeniu z innymi typu umazanie się czerwoną farbą czy obrzucanie błotem. Tak! Dosłownie, a nie w przenośni, na scenie stoi kilkanaście wiader wypełnionych piaskiem zalanym wodą i z tych wiader w odpowiednim momencie aktorzy korzystają 🙂 To dopiero efekty, których nie doświadczymy nawet w kinie 3D!

Czasem ta nagość jest tylko w wyobraźni, przykładem może być wyjątkowe przedstawienie „Idiotki”, które widziałem w 2008 roku w Malarni (druga scena Teatru Współczesnego w Szczecinie – patrz foto na początku wpisu). Scena rozbierania się kilku kobiet do naga przebiega w całkowitych ciemnościach, liczy się tylko to, co słychać. W przedstawieniu tym było wiele form wyrazu (w tym sporo interakcji z widzami), był np. konferansjer co pewien czas spajający kolejne sceny. W pewnym momencie na scenę wchodzi na wpół rozebrana kobieta (tak, piersi było widać) z twarzą zasłoniętą maską sowy. Kobieta siada i kwestię rozpoczyna konferansjer, który zadaje widzom pytanie „Kto chciałby zrobić sobie zdjęcie z Sówką?”, dodaje też, że warunkiem jest wylicytowanie najwyższej kwoty, która ma być przekazana na konkretny dom dziecka (tu pada nazwa tego domu). I licytacja się rozpoczyna od 50 zł, pewien młody chłopak (no zdecydowanie powyżej 20 lat miał) przebija do 100 zł i zostaje zwycięzcą (był na widowni ze swoją dziewczyną). Konferansjer kasuje stówkę i zaprasza widza, aby usiadł obok nagiej aktorki. Dodaje tylko, że aby zrobić zdjęcie, zwycięzca też musi się rozebrać. Po krótkim wahaniu młody chłopak rozbiera się prawie do naga, ale po chwili konferansjer podkręca atmosferę „majtki też”. Widz do końca zgrywa twardziela, zdejmuje majtki, siada i robią im zdjęcie, po czym zaczyna się ubierać nadal będąc na scenie. Ludzie biją brawo i do końca sztuki, jak i później, zastanawiają się, czy był to podstawiony aktor? Nie! To było co prawda w scenariuszu, lecz zwykle podczas przedstawień nie było chętnych i konferansjer przechodził dalej do kolejnej części sztuki bez robienia przerywnika na fotkę 😉

Ale nie tylko nagość jest taka kontrowersyjna. Byłem kiedyś na spektaklu, którego cała akcja toczyła się w sexshopie, bardzo zabawna i otwarta sztuka ciesząca się sporym powodzeniem i nikt nie protestował! Widziałem też scenę, w której nie było nagości, acz opierała się o… No właśnie, jak zdefiniować coś, co może wystąpić w naturze (oczywiście tu mocno ubarwione) – na stole leżał aktor odrywający rolę trupa, przykryty prześcieradłem, wyraźnie (pod prześcieradłem) jednak widoczny był jego członek w pośmiertnej erekcji – czy to już perwersja? Niech każdy sam oceni, ale najpierw taką sztukę należy samemu obejrzeć w całości.

Dodam jeszcze tylko tyle, że nieprzypadkowo dziś ten tekst się ukazał – 34 rocznica wprowadzenia stanu wojennego przypomina o trudnych latach, gdzie rządziła jedna partia (PZPR), a wojsko na ulicach dyktowało, kto tu ma prawo do posiadania racji. Te czasy minęły, ale znów mamy jedną partię u władzy i to ona nie tylko przy pomocy prof. Glińskiego chce cenzurować, co ludziom wolno oglądać i czytać. Do mediów też się dobierają i to szerzej, niż w pojedynczym przypadku zawieszenia dziennikarki. Pewna posłanka Elżbieta Kruk chce również chce nas uwolnić od złych mediów. Ponieważ mojego bloga czyta wielu młodych ludzi, warto przypomnieć, Że już kiedyś PiS był poprzednio u władzy (wytrzymali 2 lata i zrobili taki zamęt, że dokonano samorozwiązania sejmu) i czego można się spodziewać po takich osobach jak Elżbieta Kruk (rok 2008, coś tam, coś tam):

Nie każdy musi chodzić do teatru, a ci, którzy się na to decydują, powinni mieć szerokie horyzonty myślowe i otwarty umysł, aby odbierać wszelkimi zmysłami (tak, nawet zapachu prawdziwych pomarańczy miałem okazję doświadczyć podczas jednego z przedstawień) to, co przygotowano dla widzów. A cenzura niech trzyma się z daleka od naszego kraju – tego się trzymajmy, bo ani się obejrzymy, a w sieci też nas ograniczą (jak w Turcji, Chinach i wielu innych miejscach świata).

Facebooktwittergoogle_plus

2 komentarze

  1. Dorian Gray 24 października 2016 Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge